Jeff podbiegł do mnie, złapał za rękę delikatnie.
-Zostań u mnie.- Odparł patrząc mi w oczy.
-Tylko dziś. -Dodałam, idąc w przeciwnym kierunku.
On szedł za mną łapiąc mnie co chwilę. Byłam strasznie słaba.
-Może Cię zaniosę?- Zapytał w połowie drogi.
-Dam radę sama.- Odparłam oschle i poszłam do przodu.
On jednak nie odpuścił. Zaszedł mnie od tyłu. Wziął na ręce i jak pannę młodą zaniósł do piwnicy. Tam posadził mnie na kanapie, sam natomiast krzątał się w kuchni, by przygotować mi coś do zjedzenia.Przez cały ten czas mnie obserwował, więc wiedział doskonale co robiłam.
-Jeff nie mam się w co ubrać..- Odparłam po chwili orientując się, iż ubrania mam w domu.
-Przyniosę Ci moją bluzę. Albo Sally z Jane Ci coś pożyczą. Zaczekaj.
Nim się zorientowałam Jeff zniknął w korytarzu. Podniosłam się więc. Ujrzałam na ziemi apteczkę. Przypomniałam sobie po chwili wszystko. Wszystko co Jeff dla mnie zrobił. To jak się starał.
-Shadow Shadow Shadow.- Odpowiedziałam. Nim dobrze się rozejrzałam starzec był już przede mną.
-Połóż się na plecach, zaciśnij ręce i szczękę. Może zaboleć.- Odparł poprawiając płaszcz. Zrobiłam wedle jego życzenia.
Nagle wszedł Jeff razem z Sally i Jane
-Ej, co Ty jej robisz Stary? Zostaw i się odsuń!- Krzyknął podbiegając i szarpiąc Shadow'a.
-Jeffrey Woods. -Odparł Starzec odpychając od siebie mleczno-skórego chłopaka i poprawiając płaszcz.- Jestem tu w celach roboczych. Twoja Dziewczyna poprosiła mnie o pozbycie się skrzydeł. Chyba chce do was wrócić.
Na słowa ''Twoja Dziewczyna'' Jeff jak i również ja zarumieniliśmy się. Spojrzeliśmy po sobie. Jeffrey się uśmiechnął a ja zagryzłam wargę i odwróciłam głowę.
-Więc on Ci wytnie skrzydła?- Zapytał Jeff kierując swe pytanie w moją stronę.
-Raczej tak. -Odparłam.
-To my znajdziemy Ci coś do ubrania.- Palnęła Jane szarpiąc Sally za rękę, by też się odezwała. Ta jakby była nieobecna.
-T..Tak. O..Ok. Poszukam. - Syknęła wychodząc. Za nią wyszła Jane.
-A ja zostanę.- Zagabnął Jeff.
-Wyjdź chłopcze. - Odparł Shadow wyrzucając go z pomieszczenia.
Od razu zabrał się do roboty. Odsunął się i rozciął bluzę na plecach. Skrzydła się ujawniły.
-Aby na pewno chcesz się ich pozbyć? Taki okaz. Czarno-Białe skrzydła to rzadkość i to baaardzo wielka. Jesteś pierwszą osobą, jaką widzę z takimi skrzydłami.
-Wytnij. - Odparłam stanowczo.
-Wiesz, one mogą Ci się bardzo przydać. Mogę pomajsterkować tak, że będą jak na życzenie. Dużo Ci moją dać, a co najważniejsze lata życia.
-Tyle że ja nie chcę żyć, nie rozumiesz?- Odparłam.
-Dlaczego się nie zabijesz?- Zapytał.
-Boję się. - Wytłumaczyłam chowając głowę w poduszkę.
-Oj, Maleńka, Maleńka, Ty jeszcze mało wiesz o życiu.
-Nie mów tak do mnie.
-Młodziutka Młodziutka lepsze?- Zaśmiał się.
-Nie jestem aż taka młoda, poza tym jestem już dorosła.- Nafuczyłam się.
-W porównaniu do mnie jesteś smarkaczem jakich mało.- Znów się zaśmiał.
-Tak? To ile masz lat?- Zapytałam.
Shadow spoważniał, ale odpowiedział.
-Około 500 lat. Nie pamiętam, nie liczę już.
Milczałam nie dowierzając jego słowom.
-Trudno uwierzyć prawda? - On chyba był w dobrym humorze bo co chwilę się śmiał.
-No dobra, to mi je 'zaczaruj'..- Dodałam.
Shadow zaczął swoje modły. Dosłownie jak Jana, tyle że jego brzmiały całkiem inaczej. Nic z tego nie rozumiałam. To był jakiś inny język..
-Na jakie słowo mają reagować?- Zapytał po chwili.
-To jest coś jak hipnoza? - Odpowiedziałam pytaniem.
-Powiedzmy. Na jakie słowo mają się pojawiać? A na jakie znikać?- Znów zapytał. - Mam dwa słowa, na które reagują moje skrzydła.
Po chwili przerwał modły.
-Pokażę Ci moje skrzydła.- Odparł.- 'Shikoni' - Dodał. Z jego kręgosłupa wyrosły dwa czarne skrzydła.-A teraz się ich pozbędę.
-'Edin' - Odparł a jego skrzydła zniknęły.
-Woooow ja też tak chcę. Też te słowa.- Odparłam zaszokowana.
-No dobrze. -Odpowiedział Shadow zaczynając modły od początku. Trochę śmiesznie, bo gdy mówił te słowa, pojawiały się i znikały jego skrzydła.
Minęła godzina. Trochę jęczałam z bólu.. Shadow wbijał mi kosę w plecy. No, ale już jest po wszystkim. Położyłam się spać, gdyż byłam strasznie zmęczona. Shadow podał mi z szafki jakąś bluzę Jeff'a, bym mogła się czymś okryć.
Starzec poszedł do reszty moich znajomych, by z nimi pogadać. Jeff od razu zjawił się w piwnicy. Sprawdził co robię, a gdy zorientował się, że śpię położył się za mną obejmując ramieniem.
Nie spał, bo nie może ze względu na to jak wygląda. Co jakiś czas sapałam przez sen a Jeff w tym czasie pochylał się nade mną i sprawdzał czy nadal śpię. W pewnej chwili pocałował mnie w czoło.
-Nic Ci nie grozi. Cii.. Śpij Aniołku.-Szepnął mi do ucha wtulając się w moją szyję. Byłam owinięta bandażami jak i jego bluzą. Nie miałam jej założonej, po prostu byłam nią przykryta. Nie miałam koca ani pościeli, tylko bluzę.
Jeff otarł ręką po moim udzie. Miał szorstkie ręce. Dostałam gęsiej skórki. Ocierał dalej delikatnie muskając ręką o nogę. Co jakiś czas całował mnie po ramieniu.
W drzwiach oddzielający korytarz, prowadzący do sali a piwnicę zamieszkaną przez Jeff'a stanął Laughing Jack.
-Ja to bym już zamoczył.- Odparł z uśmiechem na twarzy.
-Nie jestem Tobą.- Syknął Jeff odklejając się ode mnie. Zrobiło mi się zimno, więc się przebudziłam.
Rozglądałam się po piwnicy. Za mną siedział Jeff i wpatrywał się w moje ciało. Jack również patrzył jak zaczarowany.
Nim się zorientowałam, że Shadow zrobił mi psikusa i zamiast kulturalnie zapiąć mi stanik, zostawił odpięty. Ten zsunął się podczas gdy się podniosłam jak i również bluza Jeffa.
Wpatrywałam się w dwóch panów zalanych rumieńcami. Sama też spaliłam buraka.
Nim zdążyłam zasłonić piersi bluzą, zza Jack'a wyszedł Toby.
-Ulala.- Zaśmiał się.- Ale macie widoki..- Dodał także wpatrując się w moją osobę.
Jeff szybko zareagował. Usiadł przede mną i zasłonił mnie.Szepnął coś w stylu 'Ubierz się' a sam zabijał wzrokiem chłopaków.
-Wypad! Już! - Krzyknął. Ja w tym czasie zakładałam bluzę. Gdy Jeff zauważył, że jestem w cenzuralnej strefie wstał i wyprowadził zaciekawionych gapiów. Toby wychodząc dodał, iż mam 'fajne balony', jednak to zignorowałam. Zauważyłam, że Jeff się rumienił jak i również ja.
Na pewno na sali zaczną się plotki na mój temat, bo to normalne. Taką informacją trzeba się podzielić.
-Eme.. Jesteś zmęczona?- Zapytał Jeff po chwili ciszy.
-Nie już nie..- Dodałam oschle.
-Nadal mnie nienawidzisz? - Znów zapytał lekko załamany. Podszedł do mnie i usiadł obok. Cały czas patrzył mi w oczy.
To zadziwiające. Jest jedyną osobą jaką znam, która podczas rozmowy ze mną, patrzy mi w oczy. No i jedyną też osobą której tak strasznie na mnie zależy.
Dla mnie Jeff był jak przyjaciel. Szczerze? Na razie nie chcę z nim być. Boję się, że wszystko się zepsuje.
-Nie.- Dodałam pod nosem. Ku mojemu zdziwieniu on od razu się na mnie rzucił. Przytulił mnie i ściskał. Byłam zaszokowana jego zachowaniem.-Bo mnie udusisz zaraz noo... - Dodałam odklejając się od niego.
On jednak przysunął się i delikatnie mnie przytulił. Tak to ja mogę się przytulać. Odwzajemniłam uścisk.
***
Następnego dnia wstałam, rozciągnęłam się i rozejrzałam po piwnicy. Miałam na sobie czarne majtki i białą bluzę Jeff'a. Dziwi mnie ile on ich ma. Spojrzałam na chłopaka. Leżał wtulony we mnie i patrzył na mnie, co robię. Uśmiechnął się do mnie, jak i również ja do niego.
-Dzień Dobry Aniołku :)
-Dzień Dobry Diabełku, hah - Zaśmiałam się.
-Wiesz, jesteśmy jak yin i yang.- Odparł Jeff.
-Czemu tak uważasz?- Zapytałam zaszokowana.
-Przecież przeciwieństwa się przyciągają no nie? - Wytłumaczył. Złapał mnie za rękę i przyciągnął do siebie. Położył się na mnie i zaczął gilgotać. Śmiałam się. Byłam wtedy szczęśliwa, że mam kogoś przy sobie.
Sprawdziłam godzinę, była 10:35.
-O matko, zaspałam. - Po czym wstałam i szybko wybiegłam z piwnicy pędząc w stronę domu.
Jeff zorientował się po chwili, co właśnie zrobiłam i wybiegł za mną.
Gdy dobiegłam już do drzwi mojego domu, ktoś krzyczał za mną, wołał mnie.Odwróciłam się i ujrzałam Jeffa dobiegającego tuż do mnie. Spojrzałam na niego a on na mnie.
-O co chodzi?- Zapytałam po chwili.
On nic nie odpowiedział pochylił się nade mną i pocałował w usta.
Były szorstkie. Na początku się wystraszyłam, jednak odwzajemniłam pocałunek. Nasze usta ocierały się o siebie nawzajem.
Przechodnie tylko stały i obserwowały całe to 'zdarzenie'. Jedna kobieta rozpoznała Jeff'a i zadzwoniła po gliny. My zdezorientowani całowaliśmy się dalej.
W pewnej chwili odsunęłam się od niego.
-Wow, świetnie całujesz.- Odparł Jeff patrząc mi w oczy.
-Dziękuję, wzajemnie.- Odparłam z uśmiechem.- Muszę już iść..- Dodałam dając mu buziaka w policzek. Weszłam do domu i zamknęłam drzwi. Zajrzałam przez okno, byłam ciekawa jego reakcji.
Chłopak zadowolony szedł w stronę lasu podskakując co trzeci krok. Zaśmiałam się i poszłam na górę. W moim pokoju siedziała mama.
-Wieczorem pogrzeb ojca. Przygotuj się jakoś.- Dodała ze spokojem w głosie.
-Muszę tam iść?- Zapytałam z niechęcią w głosie.
-Oczywiście, to Twój Ojciec.- Odparła stanowczo matka.
-To ja idę na zakupy.- Dodałam.
Założyłam czarne, wysokie ponad kolana skarpety, do tego białe trampki, jeansowe spodenki i luźną bluzkę. Wzięłam portfel ojca, który był u niego w kurtce. Zawsze pozwalał mi coś kupować za jego kasę. A teraz chyba portfel idzie do mnie w spadek no nie?
Wyszłam z domu i poszłam w stronę miasta.
Po drodze spotkałam znajomą ze szkoły.
-Cześć. Gdzieś Ty była? Przykro mi z powodu ojca. A Ciebie co? Porwali? Rany współczuję Ci. Ten Jeff był u Ciebie no nie? On chyba jakiś wymyślony jest pewnie. Przecież on nie istnieje.A Ty co o Tym sądzisz?- Gadała.
-Ja? Muszę iść. Cześć.- Odparłam. Wyminęłam ją i poszłam dalej. Planowałam po pogrzebie iść na imprezę.Tak się najebać i zapomnieć o wszystkim. Ooo tak.
Rozejrzałam się po sklepach. Na wystawie jednego z nich była przepiękna sukienka.
(Która wygląda o tak
)Weszłam do sklepu by ją kupić, jednak nie było mnie na nią stać. Przeliczałam chyba z 5 razy pieniądze, jednak nadal brakowało mnie 400 zł.
Na szczęście w tym samym sklepie znalazłam buty, idealne do tej sukienki, bynajmniej dla mnie.
Na nie, było mnie stać. Kupiłam je od razu, przymierzając wcześniej kilkanaście razy.
Nadal było mi przykro z powodu sukienki.
Wyszłam ze sklepu i poszłam dalej na zakupy.
Kupiłam nowe zestawy kosmetyków, bym miała czym się pomalować.
Po dwóch godzinach szukania nie znalazłam odpowiedniej sukienki. Postanowiłam więc wziąć jakąś z moich. Gdy wracałam, na wystawie tego sklepu nie było już mojej sukienki. No trudno.
Weszłam do domu i od razu poszłam na górę. Otworzyłam drzwi do pokoju a na spalonym łóżku stał czarny prezent owinięty morską wstążką.
Położyłam zakupy na ziemi i podeszłam do prezentu. Otworzyłam delikatnie, by nie rozwalić niczego.
W środku znajdowała się ta śliczna sukienka, w odpowiednim dla mnie rozmiarze i list.
Wzięłam więc list, otworzyłam i czytałam.
Droga Emeli Widziałem, że strasznie podoba Ci się ta sukienka. Nie śledziłem Cię, po prostu przechodziłem obok. W sklepie dowiedziałem się, że byłaś tam i przymierzałaś. Sprzedawczyni mówiła, że wygląda ona na Tobie prześlicznie, ale była za droga. Buty wybrałaś do niej idealne. Tylko co to za strój bez sukienki? Myślę, że prezent się podoba. Rozmiar powinien się zgadzać. Miłego pogrzebu. Twój JeffOdłożyłam kartkę zaszokowana. Wyciągnęłam sukienkę z pudełka i od razu zabrałam się za przymiarkę. Buty idealnie pasowały do sukienki. Tylko teraz makijaż... Tym akurat się nie martwiłam. Delikatny makijaż, podkreślający oczy myślę, że wystarczy.
Jest godzina 15:35. A pogrzeb o 17:00. Co by tu porobić?
Przejrzałam wszystkie ubrania w poszukiwaniu mojej skórzanej kurtki.
Postanowiłam, że przejdę się jeszcze do Jeff'a, przed całą tą 'imprezą'/
Wyszłam z domu ubrana w sukienkę, buty, umalowana, no po prostu gotowa.
Nie wiedziałam jednak, że jestem obserwowana przez tajniaków.
Zadowolona poszłam do piwnicy Jeff'a.
Tajniacy w tym czasie wezwali posiłki. Wiedzieli, że to tutaj ukrywa się Jeff.
-Jeff, jak wyglądam?- Zapytałam zadowolona.
On się uśmiechnął.
-Świetnie Aniołku.
-Poza tym, dziękuję Ci za sukienkę. Nie musiałeś..- Odparłam. Czułam się zadłużona. Przecież winna mu jestem 700 zł !!!
-Drobiazg. Dla mnie to nie problem.- Odparł po czym się uśmiechnął.
Czas mijał, my siedzieliśmy i rozmawialiśmy o niczym. Czasem daliśmy sobie jakiegoś buziaka. Nic więcej.
W pewnej chwili ktoś z kopa wywalił drzwiczki do piwnicy. Jeff się zerwał w mgnieniu oka. Na dół zbiegli funkcjonariusze z bronią w rękach. Na czele nich stał główny dowodzący tą sprawą.
-Wreszcie go dorwiemy. Dzięki Emeli, za pomoc.- Odparł po chwili z uśmiechem.
-Co? Ty im pomogłaś tu się dostać? - Jeff popatrzył na mnie zawiedziony.
-Co? Nie. Nie znam ich.- Tłumaczyłam się. Jednak chyba na marne, bo on mnie w ogóle nie słuchał. Teleportował się do sali by wszystkich ostrzec.
-Gdzie on jest?! Znowu nam zwiał!- Wściekał się funkcjonariusz. -To Twoja wina, Ty głupia suko! - Skierował swoje słowa w moją stronę, po czym strzelił mi w twarz.
Wszyscy wyszli. Jeff znów się zjawił. Zobaczył, że dostałam z liścia i sam strzelił mi z drugiej strony.
-Wynoś się stąd. Słyszysz? Wypad! - Krzyczał na mnie. Zabrałam swoje rzeczy i wyszłam. Zdjęłam buty i pobiegłam w stronę domu..
Jest 16:55. Zaraz odbędzie się pogrzeb. Ogarnęłam się, założyłam buty, delikatnie związałam włosy i poszłam. Na piechotę miałam jakieś 2km, jednak nie pojechałam samochodem. Spacer nikomu nie zaszkodzi.
Gdy doszłam do kościoła msza już trwała. Weszłam do środka z poważnym wyrazem twarzy. Oczy wszystkich skierowały się w moją stronę. Wszyscy patrzyli na mnie. Matka była zła, że odstawiam sceny ale miałam to gdzieś. Usiadłam w 7 rzędzie i wsłuchiwałam się w swoje myśli, nie w to co mówił Ksiądz.
Wszyscy zaczęli płakać. Ja się śmiałam. Cieszyłam się, że on już nie żyje. Że już nikt nie będzie mnie męczył.
Po mszy wszyscy poszli na stypę. Ja sobie odpuściłam. Powędrowałam do clubu.Tam od razu zamówiłam 4 kieliszki wódki. Wypiłam wszystkie od razu. Ktoś zapraszał mnie do tańca, odmówiłam. Wypiłam jeszcze 4 kieliszki i wyszłam. Znów wybrałam się na spacer.
Myślałam cały czas o Jeff'ie i o tym zdarzeniu.Postanowiłam iść do niego by to wszystko wyjaśnić.
Szłam przez las. Akurat znajdowałam się przy domu dziewczyn. Stanęłam za ścianą, bo słyszałam czyjeś kroki.
-Nie wierzę, że ona nas wydała.- Mówiła Jane.
-A ja tak.. Nigdy jej nie ufałam i nie mam zamiaru jej ufać.- Syczała Sally.
-Oj weź, jest bardzo miła. - Broniła mnie Jane.
-I tak jej nie ufam. Zabrała Ci Jeffa. Od razu jak się pojawiła, zaczęły się kłopoty. A teraz co? Przez nią musimy się wyprowadzać. To chore.
Zapomniałam dodać, że Sally nauczyła się nowej magii. Laleczki voodo. W każdej chwili może rzucać Tobą o ścianę.
-Jest idiotką, która myśli, że gdy tylko się pojawi, wszyscy będziemy jej przyjaciółmi. To żałosne. Ona ogólnie zachowuje się jak idiotka. Marnuje tylko niezbędny dla nas tlen. Może ją też wykończymy? Będzie fajnie. O jednego przygłupa mniej. Nie lubię aniołów, więc dla mnie to i nawet lepiej. Widziałaś co ona sobie robi? Tnie się. To chore. Jak można się ciąć? A jej ojciec? Pewnie go kusiła albo sama zaciągała do łóżka. Ale nieee.. To ojciec ją gwałci. No pewnie. Co jeszcze nazmyśla? - Dalej gadała Sally.
Nie mogłam już tego słuchać. Jej kłamstwa i obelgi kierowane do mojej osoby.Wyszłam więc zza ściany stając z nią twarzą w twarz.
-Coś jeszcze masz mi do powiedzenia?- Zapytałam poważna.
-O popatrz Jane. Jeszcze nas podsłuchuje.- Odparła Sally z obelgą w głosie.
-Sally daj spokój...- Szarpała ją Jane. Czarnowłosa wiedziała jaką mam siłę. Sally jak widać sama chciała jej doświadczyć.
-No słucham. Coś jeszcze masz do powiedzenia?- Powtórzyłam pytanie.
-Oj dużo. Kłamczucho.- Odparła.
-A ja Ci powiem tak. Nic o mnie nie wiesz. Więc po chuj komentujesz? - Odparłam dając jej plaskacza z całej siły.
Sally oddała mi ciągnąc za włosy.
To chore. Jak ona śmie?
-Shikoni.
Pojawiły się moje skrzydła.
-I co teraz zrobisz Sally?
/Eme ♥



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz