***
Jejku, cieszy mnie, że tak wam się podoba moja historia :D
***
Spojrzałam mu w oczy i gdy już mieliśmy się pocałować, nagle zza skały przyszła Jane.
-AAAA Jeff, coś mnie ugryzło AAAA Strasznie boli, mógłbyś zobaczyć? - Krzyczała w niebo głosy.
Odsunęłam się od Jeff'a, usiadłam na skale i czekałam aż sobie pójdzie. Byłam zła, tak blisko jego warg, jednak wciąż tak daleko.
On podszedł do Jane, ta chyba ma jakieś magiczne moce, bo oni zniknęli.. Zostałam sama na tej zasranej plaży.
Poszłam więc na jakieś wysokie skały, i zorientowałam się że to wodospad. Stanęłam na krawędzi, gdy nagle pojawili się Jeff z Jane.
-A no bo wiesz, to jutro tak? HAHAHAHA- Cała radosna Jane szła w moją stronę. Stałam na skarpie i patrzyłam w dół. Chciałabym nauczyć się latać, jak anioł..
-Tak Jane, a teraz możesz zostawić nas samych? - Pytał Jeff idąc za nią. Jane podeszła do mnie.
-Fruń aniołku.- Szepnęła mi do ucha i popchnęła w przepaść. Sama nie wiem jak to się stało, ale od samego spadania straciłam przytomność. Pamiętam tylko że nie umarłam. Nie kontaktowałam, ale wiedziałam, że Jane się śmieje. Wiedziałam, że Jeff'owi jest przykro.
Z góry zapewne nie było widać mojego ciała i miejsca upadku, gdyż było to między krzakami.
Ja nadal spadam, czuję że lecę w dół. Nie wiem jak długo jeszcze, ale jestem niewładna nad swoim ciałem.
Spadłam, czuję posadzkę. Ziemię, zimną ziemię i krew w ustach. Umieram?
Słyszałam krzyki z góry. To był Jeff. Zakłopotany wołał mnie. Lekko rozchyliłam usta, znów nie kontaktowałam.
***
Emeli znika aż do następnego rozdziału, nie umrze, nie martwcie się, teraz opisywać wszystko będę z punktu widzenia Jeff'a ;)
***
Stałem na tej zasranej górze i krzyczałem. Jane stała obok uśmiechnięta i wypinała swoje donice.
-EMELI, EMELI ODEZWIJ SIE. EMELI !!!- Ciągle odpowiadała mi cisza. Załamany sam nie wiedziałem co mam robić.
-Jeff, ona nie żyje. Wracajmy do domu..- Nakłaniała mnie Jane. Nie wiem dlaczego jej posłuchałem. Nie poszedłem sprawdzić na dół, czy dziewczyna, na której zaczęło mi zależeć jeszcze żyje.
Teleportowaliśmy się do mnie. Załamany usiadłem na kanapie chowając twarz w dłoniach. Mój wieczny uśmiech przestał mieć już sens. Jane usiadła mi na kolanach całując mnie po szyi. Na prawdę, miałem ochotę przerżnąć tą dziwkę już dawno, nawet zrobiłbym to teraz, tyle że nie mam humoru. Nastroju, nie mam ochoty na nic.
Jane widząc moje zakłopotanie stratą dziewczyny wstała, zdjęła swoją sukienkę i założyła jej bluzę.
-Będę Twoją Emeli. - Odparła z uśmiechem, podeszła do mnie i położyła głowę na moje kolana kierując ją w stronę mojego krocza.
-Jane daj mi spokój do cholery jasnej!! Nie prześpię się z Tobą, choćbyś była Króliczkiem Playboy'a!!- Zwaliłem ją z siebie zdenerwowany. -Zdejmuj jej bluzę, słyszysz?!
Jane zszokowana moim zachowaniem zdjęła bluzę, założyła sukienkę i poszła korytarzem przez salę do siebie. Jej zdenerwowanie zaciekawiło resztę towarzyszy i wszyscy od razu zjawili się u mnie. Tylko dziewczyny pobiegły dowiedzieć się co z Jane.
-Stary, coś Ty jej zrobił? Gdzie Emeli? Co tu się stało?- Dopytywał E Jack.
-Nic jej nie zrobiłem. Ja w porównaniu do was nie sypiam z kurwą ! Nic tu się nie stało ! Wynocha.! - Krzyczałem jak opętany. Bolało mnie to, że już nie zobaczę tej bluzy na jej ciele. Że już nie ma Emeli.
Wszyscy momentalnie wyszli, został tylko Eyeless.
-Czego tu jeszcze chcesz?! - Zapytałem znerwicowany.
-Gdzie jest Emeli? Czeka na zewnątrz? - Jack rozejrzał się po piwnicy, następnie wzrok zawiesił na schodach.- Eme, możesz do nas przyjść.
Słysząc jej imię usiadłem na kanapie chowając twarz w dłoniach. Pierwszy raz od tak dawna... Płakałem?
Jack przerażony podszedł do mnie, dał mi w twarz i zapytał znów.
-Gdzie Eme Ty Debilu?!
-Nie żyje.- Odparłem znów pogrążając się w płaczu.
-CO?! Jak to nie żyje?! Gdzie?!- Dopytywał.
-Spadła ze skarpy..
-A ktoś stał obok niej? - Drążył temat..
-Nie wiem, nie widziałem..
-Ty Przychlaście !!- Krzyczał na mnie Jack, również załamany. Przecież obiecaliśmy, że będziemy jej bronić!.
***
* Rozmowa Sally, Niny i Jane*
Wszystko z punktu widzenia Sally
***
Siedziałam na sali i jak zwykle rozmawiałam z Jack'iem, na temat naszych wspólnych wakacji, jak i również wspólnej przyszłości. Nagle zauważyłam Jane, zdenerwowaną, rozpłakaną, która wybiegła z korytarza prowadzącego do piwnicy Jeff'a. Bez zastanowienia pobiegłam za nią, a Nina za mną.
-Jane, co się stało? - Podeszłam do niej,kucnęłam przed i zapytałam spokojnie.
Nina kręciła się przy nas jak zwykle i gadała coś pod nosem.
-On mnie nie chce! Nie podobam mu się! Nawet zwalił mnie z kolan! Wszystko wina tej zasranej Emeli! Gdyby nie ona, już dawno byłby mój.- Krzyczała przez płacz Jane.
-Jak to? Co Eme zrobiła? Wydawała się w porządku. - Nie rozumiałam, przecież była miła, nie bała się nas, to co poszło nie tak?
-Wydawała. Prawie całowała się z Jeff'em ! Tak byś dłużej nie może. I ta skarpa..- Jane w jednej chwili rozpłakała się tak mocno, że nie mogłam wydusić z niej ani jednego słowa więcej.
Zostawiłam ją samą z Niną a sama poszłam do chłopaków.
Weszłam do piwnicy Jeff'a. Jego też zastałam zalanego łzami.
-Kotuś, Jane mówiła, że Emeli spadła ze skarpy.-Wyjaśniłam Jack'owi
-Tak, ale nie mogła spaść sama ! Stała przy niej Jane! - Wykrzyczał nagle Jeff.
-Przecież mówiłeś że nic nie widziałeś.- Odparł zdziwiony Jack
-Bo sobie przypomniałem. - Jeff otarł łzy i powędrował do pokoju Jane. Tam zastał ją jak całowała się z Niną.
***
Wracamy do punktu widzenia Jeff'a
***
Chciałem to wszystko wyjaśnić z Jane. Zaniepokojony losem nowej znajomej poszedłem pogrążony w smutku do tej durnej krowy i co tam widzę?! Jak liże się z Niną.
-Nina?!- Odezwałem się zdziwiony. One oderwały się od siebie. Nina zakłopotana wyszła z pokoju dziewczyn. Zamknąłem drzwi i podszedłem do Jane.Dałem jej plaskacza nie patrząc na konsekwencje.
-Coś Ty jej zrobiła?!
-Bo.. Ja słyszałam jej myśli. Ona chciała polatać.. To myślałam, że umie.. Więc pomogłam jej zrobić krok do przodu.. Ja nie chciałam.-Tłumaczyła Jane. Wpadłem w jakiś totalny trans, lewe oko i ręka zaczęły mi drgać, wyciągnąłem nóż z bluzy i wymierzyłem cios w Jane. Nie chcę by ona jeszcze kiedyś pokazała mi się na oczy!
Moją rękę zatrzymała jedna z macek Slendera. Szarpałem się, by mnie puścił. Chciałem wymierzyć tej krowie sprawiedliwość. Przecież Emeli to człowiek, nie umie walczyć z nami, potworami! Jak można być tak bardzo zazdrosnym ?! To oczywiste, że nigdy nie byłbym z Jane. Nie po tym, jak puściła się ze wszystkimi.
Slender jako jedyny nie wiedział jeszcze o co chodzi. Chciał wyjaśnień.
-Dlaczego chcesz zabić Jane?- Zapytał spokojny.
-Ta krowa zabiła Emeli! Zrzuciła ją ze skarpy! Głupia kretynka! - Byłem w transie. Wybiegłem z domu dziewczyn i teleportowałem się do miasta, gdzie jest ta plaża, na której zginęła Eme.
Ujrzałem tam multum ludzi. Wszystkich po kolei zabiłem. Usiadłem na skale i wpatrywałem się w wodę powstrzymując rządzę zabijania.
***
Do historii dochodzi Jana The Killer, która już wieczorem zostanie dodana do zakładki 'Bohaterowie'
***
Nagle ujrzałem dziewczynę,bardzo podobną do Niny. Spacerowała sama po plaży i śpiewała pod nosem. Nim się zorientowałem, stała przy mnie. Była bardzo urodziwa. Spojrzała mi w oczy i nuciła coś pod nosem.
-Znam Twoje lęki. - Odparła po chwili. Wytrąciła mnie z hipnozy. Szybko stanąłem do walki, rzucając się na nią. Przyłożyłem jej nóż do szyi. Ona uśmiechnęła się do mnie chytrze. - Wiem czego pragniesz.
-Na prawdę? To czego?- Pokazałem jej język nadal trzymając nóż na gardle.
-Emeli Rockbell.. Zginęła tutaj dziś. Przez pewną kobietę. Ta kobieta. Pragnęła Ciebie.
Zamurowało mnie. Skąd ona to wiedziała!!
-Jesteś jakąś szamanką? - Zapytałem złażąc z niej jednak nie tracąc czujności.
-Jestem kapłanką. Mogę podarować Emeli drugie życie. Jednak już nie jako człowiek. Musisz mi tylko powiedzieć gdzie ona jest.
Zaszokowany nie wierzyłem w to co ona do mnie mówi. Stałem jak jakiś przyjeb i patrzyłem na nią z rozchylonymi ustami. Miała taki słodki głosik.. NIEEEE
Jeff ogarnij się, tu chodzi o Eme.
Wskazałem kapłance wodospad, z którego spadła Eme. Ona spojrzała na mnie jak na debila.
-Przynieś mi jej ciało. Wtedy porozmawiamy.- Po czym zaczęła znikać.
-Czekaj, a jak Cię znajdę?- Odparłem.
-Będę tutaj przed drugim zachodem słońca. Masz jedną jedyną szansę.
Potem zniknęła. Schowałem nóż i pobiegłem w stronę wodospadu.
~/Eme ♥
.jpg)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz