sobota, 13 grudnia 2014

Rozdział 3

***
Od tego rozdziału do opowiadania dochodzą nowi bohaterowie, których charaktery możecie znaleźć w zakładce 'Bohaterowie'
New- Hoodie, Masky, Slenderman, Jane The Killer, Nina The Killer, Ben, smile.jpg, Sally, Ticci Toby, Laughing Jack.
Do zakładki 'Bohaterowie' Dodałam również rodziców głównej bohaterki.

***

Zeszłam na dół , ujrzałam starą piwnicę i jakieś korytarze prowadzące nie wiadomo gdzie. Wszystkie te korytarze łączyła jakby jakaś ogromna sala, w której było mnóstwo kanap, około 3 lodówek, toaleta, zrobiona na odpierdol..
Najlepsze, że byli tam ludzie!
Dwaj chłopacy grali w karty, nie odzywając się do nikogo.
Jakaś pewnie świernięta laska tańczyła na stole a jakiś blondasek macał ją po dupie.. Co za patola..
Strasznie wysoki i szczupły facet bawił się z jakimś zmutowanym psem.. Matko.. Gdzie ja trafiłam..
To pewnie towarzystwo Jeffa..
Jedna dziewczyna wyglądała jak jakaś dziwka. Kleiła się do każdego po kolei nie patrząc czy jest on w związku czy nie.
-Co oni tu robią.. - Zadałam sobie to pytanie..
Nagle podbiegł do mnie ten straszny pies, zaczął na mnie szczekać a wzrok wszystkich skupił się na mojej osobie.
Dwaj kolesie, którzy rozkrajali jakiegoś faceta podeszli do mnie z nożami w rękach, mówiąc że będę następna, gdyż jestem człowiekiem.
-CO?! - Spojrzałam na nich jak na idiotów.- Na pewno nie dam wam się pokroić.
-Jesteś tego pewna? Laluniu?- Koleś przebrany za klown'a myślał, że mnie poderwie? Co za żałosny tekst haha
-Hahahahaha, ziomek Ciebie chyba coś boli hahahaha - Zaczęłam śmiać mu się w twarz.
Wtedy oni złapali mnie za ramiona i zanieśli na stół. Przywiązali pasami podnosząc moją bluzę.
Zauważyli moje blizny, popatrzyli na mnie i zaczęli ciąć mi brzuch. Krzyczałam w niebo głosy, gdy nagle zbiegli na dół Jeff i Jack.
Jeff od razu rzucił się na Tobiego i zaczęli się szarpać.
Dziewczyny jak i pies oraz karciarze olali to.
Jack skoczył jak widać na swojego imiennika waląc go pięściami po twarzy, by zostawił mnie w spokoju. Jeff przerzucił jednego z chłopaków przez ramie i bił go po twarzy w pewnej chwili wyciągając nóż. Wbił mu go w brzuch i zaczął powtarzać czynność. Jack natomiast szarpał się z Jack'iem.  To był taki nienaturalny, ale zarazem naturalny widok. W moim świecie też chłopacy nawalają się pięściami, tyle  że nie nożem ! Nie wyrastają im macki ! Nie rozcinają komuś brzucha !
 Ja natomiast patrzyłam na swój brzuch i krzyczałam z bólu. Podszedł do mnie ten wysoki anorektyk i zaczął zszywać mi brzuch. Następnie z jego pleców wyrosły macki. Złapał wszystkich po kolei i uniósł na wysokość 2 metrów. Po zaszyciu mojego brzucha przykucnął koło mnie.
-Witaj Emeli Rockbell. Nazywam się Slenderman. Przepraszam za moich przyjaciół, nie wiedzieli kim jesteś.- Mówił do mnie. Słyszałam jego ciężki ale ciepły głos. Najlepsze jest to, że on nie miał twarzy !!
-Jak Ty do mnie mówisz? Skąd znasz moje imię? Gdzie ja jestem? - Zadawałam pytania
-On mówi do Ciebie w myślach Eme. - Wyszczekał Eyeless Jack szarpiąc się, by znów dowalić imiennikowi.
-Jack uspokój się. - Powiedział Jeff również się szarpiąc.
-I kto to mówi, Wywłoko.- Zaczął Jack
-Stul pysk Debilu - Odezwał się Jeff.. Oboje zaczęli się szarpać.Slender mówił do mnie dalej.
-Oni mają rację, mówię do Ciebie w myślach Emeli. Znam Cię, gdyż mam ponad 100 lat, znam całe miasto, całą historię. Wszystko. Jesteś w naszej piwnicy spotkań. Gdy nie mamy co robić, siedzimy tutaj i robimy przeróżne rzeczy.
-Okeej.. Wiec skoro wy mnie znacie, ja chcę poznać was.- Odparłam do wszystkich tutaj zgromadzonych. Wszyscy skupili na mnie swój wzrok. Slender wypuścił ich z masek, oni się otrzepali i po kolei się przedstawili.
-Jestem Ticci Toby, Słodziutka- Odparł jeden z chłopaków poprawiając sobie okulary.
-Hehehe, Masz branie jak krowa na sianie, Jestem Laughing Jack - Dodał imiennik Eyeless'a.
-Twoje suchary są żenujące Jack'uś, No nic, witaj w naszych szeregach Emeli, jestem Jane. - Wtrąciła dość wysoka dziewczyna, w skąpym stroju poprawiając włosy.
-To nie ma sensu, dajcie sobie spokój.- Dodała dziewczyna w różowej sukience.
-Oh Sally przestań. Czeeeeeeeeeeeeeeeeeeeść Emeeeeeeeeliiii Jestem Ninaaaaaa - Przedstawiła się jakaś szurnięta laska podchodząc do mnie i kręcąc się wokół. Wyglądała jak psychicznie chora.-A to mój przyjaciel Ben - Dodała obejmując niskiego blond elfa ramieniem.
Spojrzałam na kącik gdzie siedzieli dwaj chłopacy i grali w karty.
-A oni to?
-To Hoodie i Masky.. Oni wolą swoje towarzystwo.. Nie dogadasz się z nimi.. - Wyjaśnił mi E Jack
-A ten pies?
-To moja psinka. Prawda, że słodka?- Zaczął słodzić Jeff przytulając psa.- Wabi się Smile.
-Czemu mnie to nie dziwi... Chcę do domu..- Odparłam znudzona.
-Nie możesz iść. Nie w tym stanie.- Tłumaczyła Jane- Przepraszam za moich kolegów, są strasznie nieogarnięci. - Dodała, po czym podeszła do Jeff'a. Przytuliła go, ale widać on nie zwracał na to uwagi. Zaczęła się do niego kleić.
Odwróciłam wzrok, jak na dziś miałam dość lovelasów.
Nina i Ben poszli dalej tańczyć na stole. Slender był w trakcie rozmowy z Toby'im, i uleczał go. Sally rozmawiała pewnie na jakiś ważny temat z Eyeless'em, bo była strasznie opanowana. No, chyba że zawsze taka jest. Hoodie i Masky nadal grali w karty.
Nagle podszedł do mnie Laughing Jack.
-Emeli, jesteś z Brukseli? Bo właśnie tam widziałem takie dupeczki.- Spojrzałam na niego jak na debila, w mojej głowie zapiszczał świerszcz, na znak, że był to totalny suchar.
-Daj mi spokój. Chciałeś mnie pokroić !!
-Oj Emeli przepraszam, może dasz się wyciągnąć na jakąś małą randeczkę? - Kontynuował.
-Chyba jednak nie, ona woli prawdziwych mężczyzn, a nie jakieś klown'owate wywłoki. Więc umówi się ze mną.- Podszedł do nas Toby wygłaszając swój monolog... Bosh.
Wstałam więc z stołu, by oni na spokojnie mogli się kłócić, który z nich zabierze mnie na pseudo randkę. Podeszłam do dużej kanapy i usiadłam na niej. Doskonale słyszałam wszystkie rozmowy Sally z Eyeless'em i Jane z Jeff'em. Dla sprostowania, usiadłam tam przypadkowo, nie specjalnie.
Zaciekawiły mnie ich rozmowy.
-Jack, ja już nie mogę tak czekać, jeszcze ta dziewczyna.. Co to ma być?! Nie zależy Ci na mnie?! -Mówiła Sally.
-Sally, Kotuś to nie tak, po prostu nie mogłem pozwolić by Jeff niewinnie ją zatłukł. Musiałem coś zrobić.- Bronił mnie Jack.
-A co ona domu nie ma?! Rodziców?! To śmiertelniczka, zdradzi nas, wyda i co wtedy?!- Nagadywałą Sally dalej..
-Słońce, ona nic nie powie.. W końcu jest molestowana w domu.. - Palnął Jack.
Nagle wszystkie oczy skierowały się w moją stronę, rozejrzałam się po twarzach wszystkich. Milczałam. Po chwili wszyscy wrócili do swoich zajęć. Wyszło na to, że Sally i Jack byli parą.. Trochę szkoda, bo chłopak jest naprawdę super.
-Jeff'uś chooodźmy do mnie, pokażę Ci moją nową piżamkę.- Naciągała Jane.
-Nie chce mi się, przebierz się i przyjdź.- Spławiał ją Jeff.
-Ale wolę byś ocenił ją sam.- Ciągnęła Jane.
-Nie chce mi się, muszę pilnować Eme.- Dodał Jeff zostawiając napaloną dziewczynę samą i podszedł do mnie. Usiadł obok i zagadał.
-Jak się czujesz?
-Nic mi nie jest, idź do niej, bo jeszcze mnie zadźga w nocy.- Odpowiedziałam.
-Coś Cię boli? Ona puściła się tutaj z każdym, nawet ze Slenderem..
-A co mnie to obchodzi?- Zwiodłam go na inny trop. Tak naprawdę byłam zła, iż ona robi TO dla przyjemności, a ... a ja nie.. Zdenerwowana wstałam, i wyszłam tym samym korytarzem co wcześniej trafiając do domu Jeff'a. Zabrałam swoje rzeczy łapiąc się za ledwo co zszyty brzuch. Ubrałam bluzę na siebie i wyszłam z piwnicy.
Jeff szybko pobiegł za mną biorąc ode mnie torbę i zatrzymując na chwilę.
-Chcesz tam wrócić? - Zapytał patrząc mi w oczy.
-Nie, po prostu nie chcę być w Twoim towarzystwie. Chcę być teraz sama.- Dodałam wyruszając w dalszą wędrówkę donikąd.
-To będziesz sama ze mną. - Odparł Jeff idąc za mną, i asekurując w razie czego.
Wędrowaliśmy w ciszy przez las. Nagle natrafiłam na ten stary dom, który widziałam gdy byłam pijana.
-To dom dziewczyn. Nie radziłbym tam iść.- Wytłumaczył Jeff.
-Zabierz mnie gdzieś gdzie nikt mnie nie znajdzie..- Poprosiłam.
W mgnieniu oka Jeff złapał mnie za biodra i rozpłynęliśmy się w powietrzu. Ślad po nas zaginął.

Gdy otworzyłam oczy znajdowałam się na jakiejś polanie. Ubrana w to co wcześniej. Było strasznie zimno. Jeff siedział na ziemi i trzymał mnie na kolanach. Szybko z niego wstałam siadając na jakimś pniu. On nie zmienił miejsca.
-Co to znaczy gwałt? - Zapytał po chwili ciszy.
-Opowiem Ci, jeśli powiesz mi gdzie my właściwie jesteśmy.- Postawiłam mu warunek.
-Aktualnie znajdujemy się w Kanadzie, tam gdzie wcześniej. W którymś z opuszczonych lasów. Czyściłem je wszystkie z ludzi, nie martw się, nikt nas tu nie znajdzie.- Wyjaśnił mlecznoskóry.
-No dobrze.- Odparłam.- Więc gwałt to jest to, co widziałeś przez moje okno.
-To co robił Ci ten dziad? Dlaczego się nie broniłaś?- Wypytywał.
-Mogłeś się przypatrzeć. Nie miałam jak..- Wyjaśniłam.
-Bolało? - Zapytał z troską w głosie.
Skinęłam głową, on się zdenerwował.Popatrzyłam w ziemię, by uniknąć jego wzroku.
-Eme,jeśli to się powtórzy, powiedz mi. Ja go też zgwałcę. - Dodał Jeff całkiem opanowany.
Spojrzałam na niego z lekkim uśmiechem
-Nie gwałć go. To mój ojciec.
-O-Ojciec?- Zapytał Jeff.- Ja swojego zabiłem.- Dodał
-Tak wiem, czytałam..
Milczeliśmy. Z jednej strony nie miałam zamiaru mu się zwierzać, z drugiej jednak chciałam..
Ku mojemu zdziwieniu Jeff pochylił się nade mną, przytulił i powiedział to: !!!!!!!
-Eme, przepraszam, że Cię uderzyłem.  Przepraszam, że dałem Cię pokroić. Przepraszam, że Cię nie obroniłem przed ojcem. Strasznie Cię przepraszam.
-Jeff przestań. - Odepchnęłam go od siebie.- Nie byłeś w stanie. Uderzyłeś mnie, bo sama zaczęłam. Należało mi się. Nie pokroili mnie, przecież żyję. Nie obroniłeś mnie, nie obroniłbyś mnie i tak. To się ciągnie już dobre 4 lata..
-Co?! Dlaczego nic nie mówiłaś?!- Wypytał.
-Nie znaliśmy się.. -Odparłam.
Skuliłam się na pniu.
-Chcę do domu.- Dodałam po chwili.- Jest mi zimno.
-Dobrze, pod jednym warunkiem. Wejdę z Tobą.- Odpowiedział.
-Ok, tylko tak  by Cię nikt nie widział,..
Wstałam, zawieszając torbę na ramieniu. On podszedł do mnie, przytulił i zabrał torbę. Teleportowaliśmy się.

Po dłuższej chwili otworzyłam oczy. Znajdowałam się w swoim pokoju w samej bieliźnie. Leżałam na łóżku przykryta pościelą. Na fotelu siedział Jeff w samych bokserkach. Przetarłam oczy.
-Ubierz się !! - Nakrzyczałam na niego.
-Dobra już no, Ty też się ubierz.. - Odpowiedział uśmiechając się do mnie. Spojrzałam na siebie i zakryłam kołdrą rumieniąc się. Jeff założył spodnie i bluzę, usiadł obok mnie i skakał dupskiem po moim łóżku. Uśmiechnęłam się.
-Możesz położyć się koło mnie, tylko zdejmij tą śmierdzącą bluzę. - Odparłam pokazując mu język.
Ten szybkim ruchem zdjął bluzę i usadowił się obok mnie w łóżku. Wtuliłam się w jego klatę. Była taka duża i miękka.
Nagle do pokoju wszedł ojciec.
-A co tu się dzieje?! Ale mi już się stąd wynoś! - Skierował swe słowa do Jeff'a. Był zazdrosny.
Jeff wstał, założył bluzę i buty i wyszedł zasłaniając policzki. Przed wyjściem specjalnie dał mi buziaka w policzek.
Myślałam, że naprawdę sobie pójdzie, zapomni o mnie i wszystko wróci do normy. Jednak dotrzymał obietnicy. Po chwili zjawił się za oknem.
Ojciec zrzucił kołdrę i zobaczył mnie w samej bieliźnie.
-Ty dziwko jedna! Ty suko! Ja Ci dam się pieprzyć po nocach !  - Krzyczał na mnie zdejmując pasek i bijąc po ciele.
-Przecież z nim nie spałam !!- Broniła się.
Krzyczałam z bólu gdyż dostałam skórzanym paskiem po brzuchu, na którym miałam szwy.
Ojciec pochylił się nade mną i już miał brać się do roboty, jednak do pokoju wparował Jeff. Oczywiście przez okno. Wyciągnął zza bluzy nóż i wymierzył ojcu prosto w serce. Dźgał go kilka razy aż ten padł martwy na ziemię.  Wydawać się może, iż to już koniec. Jednak nie dla prawdziwego mordercy. Jeff pochylił się nad ojcem, wyciął mu na twarzy uśmiech i wydłubał oczy. Następnie polał go niedopitym piwem, stojącym na szafce. Podszedł do mnie, zdjął swoją bluzę i kazał założyć. Bez zastanowienia ubrałam ją. Założyłam też buty. Jeff wziął moją torbę , zawiesił na ramie, kazał wyjść.
Wybiegłam z domu, gdyż wiem co kombinował. Zabrał do drugiej torby resztę moich 'ciekawych rzeczy', m.in. perfumy, pościel. itp itd. Następnie rzucił na ojca zapalniczkę, a ten stanął w płomieniach. Jeff wyskoczył przez okno. Odsunął się od domu ocierając spoconą rękę o klatę. Matko, sam sex *-*
Podszedł do mnie, złapał za rękę i zniknęliśmy.

Otworzyłam oczy w jego piwnicy. Leżałam wówczas na kanapie a Jeff krzątał się by zrobić mi coś do jedzenia.
Nagle przyszedł Jack wraz z Sally trzymając się za ręce.
-O Eme, jak się czujesz?- Nie odpowiedziałam na pytanie Sally. Byłam w szoku.
-Ona? Właśnie idzie coś zjeść.- Uśmiechnął się Jeff pokazując mi język.
Szczerze? Cieszyłam się że ich poznałam.
Nim się zorientowałam, Jack i Sally zaczęli się całować. Do piwnicy weszli wszyscy oznajmiając coś.
-Jeff, zaszła mała zmiana. Ty, Eme i Smile będziecie mieszkać tutaj. Ja z Sally bierzemy dom Ben'a. Natomiast Ben idzie do Jane i Niny. One się zgodzili. Co wy na to? - Zapytał Jack
-Ja mam swój dom..- Odparłam.
-Tak Eme, mieszkasz ze mną.- Wyprostował Jeff.- Ja się zgadzam.- Dodał po chwili.
Jane spojrzała na mnie groźnym wzrokiem. Była zazdrosna.
-Tylko tam bez szaleństw, seksiaki- Zaśmiał się L. Jack.
-Bez przesady..- Dodałam. Wstałam i zorientowałam się że jestem w bieliźnie..- Jeff, czy jak już nas teleportujesz, mógłbyś mi zostawić ubrania?!
Chłopacy zaczęli gwizdać. Nawet Eyeless Jack zawiesił na mnie swój wzrok, co niezbyt podobało się Sally.
Owa dziewczyna wraz z Jane i Niną wyszły. Panowie zostawi. Wsunęłam się z powrotem pod kołdrę. Wszyscy opuścili nasze 'mieszkanie'. Postanowiłam trochę tutaj pozmieniać. W końcu miałam zacząć tu mieszkać.
W tej jednak chwili postanowiłam się zdrzemnąć.  Wstałam, rozłożyłam kanapę i kładąc znów wtuliłam się w kołdrę.
Ku mojemu zdziwieniu Jeff zostawił wszystko, co robił wcześniej, przecież miał okazję. Zdjął buty i spodnie. Położył się tuż za mną wtulając w moją szyję. Swoją rękę zawiesił na moim biodrze bawiąc się palcami. Był ciepły. Tak strasznie ciepły..
Nie spałam, udawałam. On szeptał mi do ucha kołysankę, bym spokojnie usnęła. Nie mogłam zasnąć z tego powodu, iż zawsze spałam sama. A tu nagle mam spać z kimś?! To dla mnie trudne.
-Wolałabym spać sama.- Odparłam.
-Nie mam drugiego łóżka, a też chcę sobie poleżeć..- Tłumaczył się Jeff.
-No dobra.. - Odwróciłam się w jego stronę, z bliska spojrzałam na jego twarz-Przynieś apteczkę na chwilę..
-Eee, a co to? - Zapytał.
-Takie coś czerwone z białym krzyżem na środku.- Wytłumaczyłam.
-Aaaaaa, zestaw lekarza.- Objaśnił Jeff po swojemu.
Wyszedł z kanapy i przyniósł mi nietkniętą apteczkę. Podniosłam się, otworzyłam ją. Nalałam trochę wody utlenionej na wacik i przyłożyłam mu do zakrwawionego policzka. Nawet nie zauważyłam, kiedy Toby mu przywalił siekierką po twarzy. Eh, to podłe.
Opatrzyłam jego rany. Gdy ten nagle palnął.
-Co powiesz na spacer?
-He?- Odpowiedziałam zdziwiona.
-Na spacer, najlepiej po plaży. Tylko musisz się ubrać.
Zdziwiona jego zachowaniem przyglądałam mu się. On wstał, założył bluzę i spodnie, poprawił włosy i czekał aż się ubiorę. Wstałam więc, wyciągnęłam z torby pierwsze lepsze ubrania. Były to :

  • koszulka w paski (granatowo szara) 
  • spodenki jeans'owe.
Przyodziana czekałam na jego reakcję. Ten w mgnieniu oka przeniósł nas na dziką plażę. Złapał za rękę i poprowadził wzdłuż plaży.Było bosko. Słońce świeciło tak jasno, jak jeszcze nigdy. Było straasznie gorąco. Fale obijały się o brzeg. Stanęłam jak wryta, rozpuściłam włosy, by poprawić ich splot w koka, jednak Jeff podszedł do mnie od tyłu, wyrwał mi gumkę i wyrzucił. Poprawiłam więc włosy zostawiając rozpuszczone. On objął mnie od tyłu, położył głowę na moim ramieniu i patrzył na mnie. Spojrzałam mu w oczy i... 





Muzyka akurat do ostatniego fragmentu :) 
↓↓↓↓↓↓↓↓↓↓↓↓↓↓↓↓
https://www.youtube.com/watch?v=ZemMpJmV6aA

~/Eme ♥

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz