***
-Co on tutaj robi?- Zapytałam patrząc gniewnie na Jeffa.
-To nie istotne. Jak się czujesz?- Chłopak poprawił ręką włosy patrząc na mnie z wyrazem współczucia.
-A co Ciebie to obchodzi? - Zdenerwowałam się.
-Jesteś dla mnie ważna, martwię się.- Jack wyszedł. Zostawił nas samych, byśmy wyjaśnili sobie wszystko.
-Zejdź mi z oczu. I nie wracaj nigdy więcej.- Wysyczałam przez zęby.Miałam dość tego, że na każde jego skinienie, będę za nim latać.
-Daj mi to wyjaśnić.
-Tu nie ma co wyjaśniać! Dobrze wiesz co do Ciebie czuję a mimo to, bawiłeś się mną! Wynoś się!- Łapałam oddech uciekając od niego wzrokiem. Łzy pchały mi się do oczu.
-Nigdzie nie pójdę.- Odparł siadając na krawędzi łóżka. Położył delikatnie rękę na mojej dłoni, szarpnęłam jednak złapał mnie za nadgarstek przytrzymując z ogromną siłą.
-Jesteś tak cholernie ważna. Taka delikatna. Nie zasługujesz na mnie. Ale mimo to Cię kocham.- Wyjaśnił przewracając oczami. Denerwował mnie.
-Zniknij.- Zawiesiłam wzrok na ścianie. W mgnieniu oka obrzydliwy obraz klown'a stał się ciekawy.
-Skąd wiedziałem, że to powiesz. Nah.- Zakpił.
Momentalnie spojrzałam na niego. Znów płakałam. Przez niego. Znów miałam dość życia.
Nic nie odpowiedział, przyciągnął mnie do siebie i przytulił.
Z początku niechętnie przywarłam do niego, jednak uwielbiałam czuć jego bliskość. Wtuliłam się w jego tors uspokajając oddech.
Nagle w drzwiach stanął Jack.
-No,widzę że jest już ok.- Odparł z lekka zawiedziony. Odwrócił się na pięcie i wyszedł.
Momentalnie wybiegłam za nim, jednak był już na końcu korytarza.
Stałam tak jeszcze chwilę i zauważyłam jak kopnął kosz na śmieci. Był zdenerwowany? Ale czym..
Wróciłam na salę. Spojrzałam na Jeffa. Siedział z głową wpatrzoną w łóżko.
-Ile razy on tu był?- Zagadał przerywając niezręczną ciszę.
-Na pewno więcej niż Ty. Dla jasności był przy mnie zawsze.- Wyjaśniłam. Skrzyżowałam ręce na piersi podpierając się o biodro.
-Byłem głupi. - Odparł podnosząc na mnie wzrok. Wstał i podszedł do mnie. Jego wyraz twarzy był przerażający. Zaczęłam się cofać aż w końcu wpadłam na ścianę.
Położył dłonie na ścianie obok mojej twarzy. Patrzył na mnie oczami mordercy. Z jego rękawa ciurkiem leciał strumyczek krwi. Świeżej krwi. Znów się gryzł.
-Jeff. Uspokój się. Oddychaj.- Wyjaśniłam opuszczając ręce.
Zrobił to samo, jednak w innym celu.
Wyciągnął nóż z kieszeni i przyłożył go do mojej szyi.
Serce zaczęło szybciej bić a oddech stał się niepewny.
-J..Jeff..- Przełknęłam ślinę.
-Zamknij japę. - Odparł przewracając oczami.- Zwykła suczka. Czaisz?! Teraz mogę zrobić z Tobą co mi się żywnie podoba.Haha.
Przymknęłam oczy, by choć na chwilę uspokoić oddech.
-Shikoni.- Odparł po chwili niezręcznej ciszy. Z moich łopatek wyrosły dwa skrzydła. Piękne, ogromne skrzydła.
Zamknęłam oczy robiąc delikatny ruch w stronę Jeffa.
Wiatr z ogromną siłą odepchnął go na drugi koniec sali. Jego nóż leżał tuż przede mną a on siedział pod ścianą próbując się podnieść.
Podbiegłam do niego zmartwiona.
-Edin.- Skrzydła znikły.
Kucnęłam przed Ukochanym spoglądając na niego. On spojrzał na mnie. Dał mi w twarzy i chciał wstać, jednak mu to uniemożliwiłam. Z ciężkim sercem zamachnęłam się celując otwartą dłonią w jego policzek. W końcu uderzyłam.
Jeff potrząsnął głową i wrócił do siebie.
Spojrzał na mnie. Czuł się niezręcznie. Wstał, poprawił bluzę, schował nóż i wyszedł bez słowa.
Usiadłam pod ścianą z nadzieją, że ten dzień skończy się spokojnie.
Siedziałam tak chwilę myśląc o zachowaniu Jeffa jak i również Jack'a.
Dziwiło mnie to, co się wokół mnie dzieje.
Postanowiłam wrócić do domu.
Wstałam, ubrałam coś normalnego, założyłam kaptur na głowę i wyszłam z sali.
Powędrowałam od razu do drzwi głównych.
Dziwne, iż nikt nie zauważył, że wychodzę.
Szłam uliczkami rozglądając się dziko po mieście.
W końcu trafiłam na uliczkę prowadzącą do mojego domu.
Przyspieszyłam kroku aż w końcu dobiegłam do mojej posesji.
W podskokach udałam się do drzwi, które otworzyłam z ogromną siłą w myślach powtarzając 'wreszcie w domu'.
Zauważyłam listy na stole. Podeszłam do nich. Był tam list z pracy, szkoły i kilka rachunków.
Wzięłam te zaadresowane do mnie i powędrowałam na górę.
Zamknęłam się w pokoju otwierając każdy list po kolei.
Wzrokiem przejrzałam treść.
-No świetnie, wylali mnie z roboty, oblałam szkołę. Super, po prostu super.- Uśmiechnęłam się sama do siebie. W końcu miałam spokój.
Usiadłam leniwie na łóżku wyciągając z szafki moją ulubioną książkę '' Niebezpieczna Gra''.
Zatapiałam się w kolejnych stronach książki.
Nagle do pokoju wparował Jack.
Odłożyłam książkę zaznaczając gdzie skończyłam,
-O co chodzi?- Odparłam z lekkim uśmiechem.
-Jeff. Coś Ty mu zrobiła?- Odparł zakłopotany.
-N..Nic.. A o co chodzi?- Wstałam zdenerwowana. Może to ten plaskacz..
-Siedzi zamknięty w piwnicy..- Wyjaśnił.
-Może po prostu tam siedzi.. Nie wnikam.- Odparłam znów siadając na łóżku.
-Jesteś beznadziejna! -Krzyknął Jack y wyszedł. Był tak denerwujący ale uroczy za razem.
Chciałam do niego iść. Pogadać. Przytulić się do niego. Pragnęłam go. Tak cholernie.
Chwila, co mi jest. Eme, ogarnij się!
Nagle zauważyłam, jak do pokoju wbiega Jack rzucając maskę gdzieś w kąt. Podbiegł do mnie, przewrócił na łóżko i zaczął łapczywie całować. Miał delikatne usta. Słodkie wargi prosiły się o ich muskanie.
W końcu wybuchowa atmosfera się uspokoiła a Jack wraz ze mną leżeliśmy już pół nadzy na łóżku,
Dalej było już parno, idealnie i bosko.
***
Po mniej więcej godzinie leżałam wtulona w niego. Byłam w czarnej bieliźnie, on tylko w bokserkach.
Jego idealna klatka piersiowa lśniła w blasku żarówki. Pokryta potem była boska.
Wtuliłam się w jego klatę a on objął mnie ramieniem. Delikatny, czuły i kochany. To właśnie tak uważałam jeśli chodzi o Jack'a.
W głowie nadal jednak miałam obraz Jeff'a.
Jakby na złość, ten nagle wparował do pokoju.
-Co do kurwy..- Patrzył na nas zaszokowany.
-Jeff. Witaj- Odparł uradowany Jack.
-Ty nędzna dziwko!- Krzyknął do mnie. Podbiegł i dał mi w twarz.-Myślałem, że mnie kochasz.. Ty.. Ty.. YGH.- Wybiegł.
Z kieszeni wypadło mu małe pudełeczko.
Wstałam, zabrałam je i zajrzałam do środka.Był w niej pierścionek wyłożony ametystowymi kamieniami.
Zaniemówiłam.
Właśnie przespałam się z najlepszym przyjacielem a przyłapał nas chłopak za którego życie bym oddała.
-Przepraszam Jack, muszę iść.- Odparłam. Podbiegłam do szafy zakładając na siebie czarne leginsy oraz luźną szarą bluzkę z krzyżem na środku.
Wybiegłam za Jeffem zaciskając pudełko w ręce.
-Stój! Zatrzymaj się!- Krzyczałam za nim. Wiedziałam, że to będzie trudne.
-Odwal się.- Odparł załamany.
-Coś Ci wypadło.- Zatrzymałam się machając pudełkiem z pierścionkiem.
Jeff odwrócił się szukając po kieszeniach pudełka.
-Weź to sobie.- Machnął ręką idąc dalej.
Nie mogłam tak zrezygnować. Podbiegłam do niego łapiąc za rękę. Wsunęłam mu pudełko do ręki. On zatrzymał się i spojrzał na mnie.
-Daj mi spokój.- Odwrócił się i chciał ruszyć dalej w stronę piwnicy.Trzymałam go za rękę spoglądając w oczy.
-Chciałeś mi się oświadczyć? Przecież jestem Twoją zabawką.- Zdziwiłam się. Od kiedy z zabawkami chce się żenić.
-To nie istotne. Daj mi spokój. Zapomnij o mnie i baw się z nim dobrze. - Wysyczał przez zęby. Było mi wstyd.
-To nie tak..
-Więc jak? Jednorazowa przygoda co?- Syczał dalej.
-Ty chyba coś o tym wiesz, w końcu ze mną zrobiłeś to samo.- Posmutniałam. Było mi głupio rozmawiać na takie tematy na środku chodnika.
-Nie tylko Ty miałaś trudności w dzieciństwie.- Dodał i wyszarpnął swoją rękę.
-Wiem, czytałam o Tobie w internecie.- Wyjaśniłam.
On zaczął się śmiać. Głośno i ironicznie.
-A nie lepiej było mnie o to zapytać? Myślisz, że przeczytałaś jakieś bzdury w internecie i wiesz co mnie trapi? Jesteś żałosna.-Śmiał się dalej. Było mi głupio, miał rację.
-Stwierdziłam, że nie chcesz o tym rozmawiać. A ja nie chciałam drążyć tematu.- Wydusiłam z siebie.
Jeff podszedł do mnie, złapał za ramiona i spojrzał w oczy.
-Masz rację, nie chcę do tego wracać. Ale mogłaś wykazać się zainteresowaniem moją osobą a nie pustym uczuciem. Teraz mógłbym podciąć Ci gardło i mieć święty spokój, ale jesteś dla mnie cholernie ważna i tego nie zrobię. Tfu.- Wysyczał. Napluł na ziemię obok moich butów i odszedł.
Stałam tak jeszcze chwilę jednak zdecydowałam się o niego walczyć.
Tak, walczyć z nim o niego. To śmieszne.
-Stój. Skoro nie wykazałam zainteresowania i moje uczucie jest puste, to może Twoje głębokie? Wykorzystałeś mnie by zaspokoić swoje pragnienie. Potem zniknąłeś by przespać się z jego kuzynką. I to ja jestem żałosna?- Stałam zawiedziona. Woods zatrzymał się na chwilę, chciał coś powiedzieć, jednak postanowił iść dalej.-Teraz nic mi nie odpowiesz? Czyli się przyznajesz? Rozumiem.
To śmieszne. Zrobiłabym dla Ciebie wszystko, nawet chciałam się zabić. Zawiedziona tym, że masz mnie totalnie gdzieś! A teraz co? Teraz to ja jestem ta zła? Odpowiedz mi!
Jeff zatrzymał się, odwrócił w moją stronę i szybkim krokiem podszedł do mnie. Złapał za rękę i przyciągnął do siebie.
Zatopił swoje boskie usta w moich pogryzionych wargach łapczywie i szybko.
Zawiesiłam ręce na jego ramionach. On złapał mnie za pośladki i podniósł do góry. Na co odpowiedziałam kolejnym gestem. Objęłam nogami jego biodra nie przerywając pocałunku.
Jeff zbliżył się do ściany domu opierając mnie o nią.
Kochałam jego zapalczywość. Kochałam w nim wszystko. Jego humory.
Kochałam to jak chodzi, jak oddycha, jak na mnie patrzy, jak zagryza zdenerwowany wargi. Jak walczy.
Wszystko.
Od a do z.
Był dla mnie wszystkim.
***
Łapajcie rozdział 10 część drugą ^-^
Myślę, że choć trochę się spodoba :c
Męczyłam się uh uh
Wybaczcie, że długo nic nie było, mam trochę problemów na głowie.
Pozdrawiam.
~/Eme.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz