Do opowiadania dochodzi nowa postać, Nanase ''Nansy'' Mia Rose [:
Szukajcie jej w ''Bohaterowie :) ''
***
*Zaczniemy od perspektywy Nanase*
Dziś był ten przeklęty dzień. Tatuś powiedział, że nie mogę już dłużej siedzieć w podziemiach i postanowił, że wyśle mnie na Ziemię, bym prowadziła normalne życie.
Ja wcale tego nie chcę, wolę bawić się z duszami zmarłych nastolatek, lub słuchać opowiadań starszych zmarłych ludzi. Moje życie dotychczas było ciekawe a teraz co? Teraz muszę wprowadzić się do jakiegoś Aylsham, do mojej matki.
No trudno, skoro tak trzeba, jakoś dam radę.
Od rana w Podziemiu panował chaos.Przebudziłam się w małym pokoiku. Twarz nadal miałam wtuloną w poduszkę, co było normą. Byłam śpioszkiem i ciężko wyciągało się mnie z łóżka.
-Nansy, walizka gotowa.- Odezwał się jeden, z kamiennych gryfów, który nagle wparował do mojego pokoju.
-Dziękuję Max, a gdzie moja sukienka? - Uśmiechnęłam się w podzięce, na co gryf zaczął się cieszyć.
-Leży na foteliku w garderobie.- Max kręcił się, następnie wyszedł z pokoju. Wygrzebałam się niezdarnie z łóżka, następnie udałam się do łazienki.
Tam spięłam rude, wręcz czerwone włosy w warkocz, który przerzuciłam przez ramię. Na głowę założyłam coś ala czapka/kapelusz, nie wiem dokładnie jak to opisać.
W końcu wyszłam z łazienki. Podeszłam do fotela i chwyciłam sukienkę. Była jedną z nielicznych moich ubrań. Z lekka podarta u dołu dodawała uroku.
Szybkim ruchem założyłam ją na siebie, następnie zapięłam zameczek.
Do tego założyłam podkolanówki koloru czystej bieli.
Na nogi przyodziałam czarne trampki.
Raz jeszcze przyjrzałam się mojemu odbiciu w lustrze i stwierdziłam, że wyglądam jak zawsze- bosko.
Wyszłam z pokoju taszcząc za sobą praktycznie pustą walizkę. Tatuś- Hades podszedł do mnie, pożegnał się i stwierdził, że będzie tęsknić.
Na drogę dał mi medalion, bym w razie czego mogła przywołać Jai'a, mojego przyjaciela, który miałby mi pomóc.
Właściwie Jai był duchem 18 letniego chłopaka, które kiedyś zginął w wypadku. Z tego co dowiedziałam się od Max'a, jak i od Tatusia, wypadek był ustawiony i ogólnie jego mordercy chcieli by zginął. Nie wiem dlaczego, jednak wiem, że kiedyś się tego dowiem.
Wysoki brunet o ciemnej cerze i czekoladowych oczach stał przy drzwiach i uśmiechał się do mnie ukradkiem. Bardzo go lubiłam, chyba nawet coś więcej niż lubiłam.
Tylko...
CHWILECZKĘ.
Przecież Jai to duch a raczej powiedzmy skromny demon.
O ja głupia.
Uderzyłam się otwartą dłonią w czoło, następnie przekręciłam z niezadowolenia moimi myślami głową. Jai jak widać przyjął (znów) ludzką formę, na co pozwalał mu Mój Tatuś.
Niestety, forma ta była ograniczona czasowo i Jai miał tylko 12 godzin by być jako człowiek.
Następnie zmieniał się w ducha i tylko za pomocą medalionu można było go widzieć.
~*~
Znajdowaliśmy się właśnie przy wjeździe do miasta, gdzie mieszkała moja matka.
Z opowiadań mojego Tatusia, będę miała przyrodnią siostrę, z lekka starszą ode mnie.
Miałam też brata, nie wiem jednak co się z nim stało.
Miałabym też ojczyma.. Wiem tylko, że za swoje złe zachowanie trafił do Tatusia. Co się stało? Nikt nie chce mi powiedzieć.
-Księżniczko, jesteśmy już w Aylsham.- Szturchnął mnie Jai wyrywając z moich myśli. Rzeczywiście, znajdowaliśmy się już w tym mieście, gdzie miałam rozpocząć normalną naukę.
-Mówiłam, byś tak do mnie nie mówił- Zaśmiałam się.
Nagle usłyszałam burzę.
Przestraszyłam się.
W końcu zaczęło padać.
Było mi zimno, bałam się a co najlepsze- Jai się ze mnie śmiał.
-No co się śmiejesz?!- Krzyknęłam przyspieszając kroku.
Znów huk, błysk. Czy może w drugą stronę, nie wiem, po prostu nie wiem. Co to ma być?! W Podziemiach nie ma czegoś takiego.
-Jai, przestań się śmiać!- Znów krzyknęłam.
Chłopak w końcu objął mnie ramieniem i przytulił do siebie na chwilę przystając.
-Księżniczko, ile razy mam Ci powtarzać, że jesteś ze mną bezpieczna?-Popatrzyłam na niego.
Jego tęczówki wlepione w moje, czerwone oczy lśniły w deszczu.
W pewnej chwili chłopak zdjął swoją bluzę, pod którą miał tylko ciemny, dość cienki t-shirt. Podał mi swoją bluzę, bym założyła i przestała się trząść.
Zrobiłam jak kazał. Ku mojemu zdziwieniu, jego bluza okazała się dłuższa niż moja sukienka.
Uśmiechnęłam się, wiedząc że chłopak mi się przygląda.
Znów objął mnie ramieniem i ruszyliśmy w dalszą drogę.
Prawdziwy z niego dżentelmen, gdyż wziął moją walizkę, bym ja szła jak sierotka bez niczego.
-Ile czasu Ci jeszcze pozostało?- Zapytałam niepewnie. Wiedziałam, że nie lubi gdy o to pytam.
-Spokojnie Mała, mamy dla siebie jeszcze całe...- Wtedy obaj przystanęliśmy. Jai wpatrywał się w chłopaka w ciemnych spodniach i białej bluzie z której wystawał nóż. Wzdrygnęłam się, gdy po dokładnym zmierzeniu chłopaka zauważyłam narzędzie.
Trzymał on na swoich rękach dziewczynę, dość ładną, niską, wysportowaną ( na pierwszy rzut oka).
Biło od niej jakieś dziwne światło, którego nie widać normalnie.
Ona była na pół martwa!
Popatrzyłam na mojego towarzysza. Zaciskał pięści i patrzył z nienawiścią na tę dwójkę.
-J..Jai?- Zapytałam patrząc na niego.
Chłopak chwilę jeszcze milczał. Wiedziałam, że to wszystko źle się skończy. Wiedziałam, że on już ma plan.
-Chodźmy. Jaki to był adres?- Zapytał z nienawiścią w głosie.
-To ta ulica i jak widać, ten dom.- Wskazałam palcem na dość niski domek, jak widać strasznie stary. To właśnie przy tym domku zakochana para się całowała.
Jai przystanął zaszokowany. Czyżby wiedział, co się szykuje?
-Hej! Coś nie tak?- Zapytałam machając mu ręką przed twarzą.
Był dość wysoki, wyższy ode mnie. Byłam przy nim jak kurdupel/krasnal/dziecko. Idealne trio.
-Chyba raczej nikt przypadkowy nie liże się pod czyimś domem co?- Zapytał po chwili patrząc na mnie z udawanym uśmiechem. Cały czas traktował mnie jak bezbronną osóbkę. Jestem dla niego kulą u nogi? Tak? Nie? Nie wiem.
-No, raczej nie, a co?- Dopytywałam. Może serio jestem taka bezbronna i taka.. głupia?
-To, że albo mieszkasz z psychopatą albo ze słodką idiotką, która się liże z tym szmaciarzem.- Wyjaśnił nie zważając na słowa, jakich używa.
-Hej, hej! Czemu tak mówisz?- Popatrzyłam na niego marszcząc brwi. Dłonie ułożyłam na biodrach i chyba wyglądałam jak zawsze głupio, gdy robiłam tą minę, bo Mój Przyjaciel przestał się nerwować i patrzył na mnie z wielkim uśmiechem. Wiedziałam, że zaraz wybuchnie śmiechem. Nie zmieniłam mojej pozy a raczej dodatkowo tupnęłam nogą.
W pewnej chwili Jai wybuchnął głośnym śmiechem, na co pobliscy przechodnie zaczęli spoglądać na nas jak na idiotów.
Wtedy właśnie zakochana para musiała się od siebie oderwać, gdyż chłopak w białej bluzie podbiegł do nas mierząc się wzrokiem z Jai'em.
-Co Ty tu robisz?! Przecież byłeś martwy!- Denerwował się. Więc to on przyczynił się do śmierci Jai'a.
-To Ty?!- Zerwał się Jai.
Zmienił się w postać cienia, jak zazwyczaj robił to by mnie straszyć.
Ten drugi chłopak zaczął panikować, nie wiedział gdzie znajduje się Jai. Nie wiedział co ma robić. Wyciągnął nóż i czekał na jego ruch.
Martwiłam się.
Jai poza podziemiami był niemal jak nastolatek. Miał siłę ogromną, jednak ten świat go ograniczał. Było tu słońce, zdradzające jego pozycję.
-Jak można zabić cień? Wystarczy zapalić światło!- Krzyknął nożownik wbijając w pewnej chwili swój nóż w odpowiednie miejsce na chodniku.
Jai wrócił do ludzkiej postaci, jednak tak jak się spodziewałam-oberwał.
Rzuciłam swoją walizkę (szczerze nawet nie wiem gdzie) i podbiegłam do niego.
Chłopak o kruczoczarnych włosach wymierzał kolejny cios, tym razem (chyba) ostateczny.
Nie mogłam na to pozwolić!
Dopiero co tu się zjawiłam, i już miałam być samotna?! O nie!
Klęknęłam przed chłopakiem zasłaniając się ręką bym w razie czego to ja oberwała, nie Jai.
Chłopak zahamował swój ruch.
-Dziecko, odejdź stąd. -Zadrwił.
-Zostaw go!- Krzyknęłam.
-Mówię coś do Ciebie, odsuń się!- Chłopak zrobił to samo.
-Jeśli chcesz zrobić coś Jai'emu, najpierw musisz pozbyć się mnie.- Wydusiłam z siebie z paniką w głosie. Scena niczym z filmu, jednak to realia, nie film.
Dziewczyna o ciemnych włosach stała sparaliżowana tą sytuacją jakby nie wiedziała co ma robić.
-Emeli, zabierz tego dzieciaka, muszę dokończyć stare sprawy.- Odparł chłopak przewracając oczami.
-Jeff, ja się w to mieszać nie będę.- Dodała robiąc krok do tyłu.
-Więc zrobię to sam. Jak zawsze. Dzięki! Nie można na Ciebie liczyć- Warknął.
Patrzyłam na niego obserwując każdy, nawet najmniejszy ruch. W oczach miałam ten błysk, który oznaczał, że należy się wycofać.
Jai wrócił do postaci cienia. Wiedział, że moja cisza nie wróży nic dobrego.
Chłopak zirytowany moim spojrzeniem wymierzył we mnie cios swym nożem.
W obronie własnej wystawiłam rękę. Chciałam odeprzeć jego atak. Zamknęłam oczy, by maxymalnie się skupić. Z rękawka mojej sukienki zaczął wydobywać się czarny dym (?) który następnie zaczął owijać się wokół mojej ręki by następnie uformować się jako cienista tarcza, która miała za zadanie zablokować ruch chłopaka.
Następnie z mojej drugiej ręki tym samym sposobem uformował się mały sztylet, który zgrabnym ruchem mojej ręki przebił bok chłopaka.
Ten zaszokowany, iż zdarzyło się coś takiego, odpuścił walkę, kierując się ku swojej jak widać dziewczyny.
Ta natomiast od razu zaczęła mu współczuć.
-Jejku, moje biedactwo, nic Ci nie jest? Dobrze się czujesz? Chodź do domu, opatrzę Ci ranę..- Sepleniła.
Ja natomiast czekałam aż Jai wróci do ludzkiej postaci.
-Hej Ty! Zaczekaj!- Krzyknęłam za dziewczyną.-Ty tutaj mieszkasz?
Dziewczyna spojrzała się na mnie jak na idiotkę.
-Tak, a co Ci do tego?- Warknęła.
Wstałam, podałam jej list od Mojego Tatusia, skierowany do jej matki.
Dziewczyna w trakcie czytania robiła głupie miny, jakby widziała ducha. (hehe, dobre hehe)
-Chwila.. To ja mam jeszcze siostrę?!- Krzyknęła..
[*]
No i jest, wasza 11 ^^
Wszystkie wiad i przeprosiny macie w notce wcześniej :)
Natomiast raz jeszcze przepraszam za opóźnienie. Jutro zabieram się za pisanie rozdziału 12, więc myślę, że nowy wątek jakoś was zaciekawi. ^^

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz