czwartek, 30 kwietnia 2015

Rozdział 12

*Wrócimy do starej dobrej perspektywy Emeli*
-Chwila.. To ja mam jeszcze siostrę?!- Krzyknęłam.. Ta wiadomość mną wstrząsnęła.
Co jeszcze ciekawego wydarzy się w moim życiu? Strasznie kocham Jeffa, ale wolałabym wrócić do normalnego życia.
Było spokojnie, bez tego dynamicznego tłoku, który z każdym kolejnym dniem nosił nowe zagadki.
Jeszcze kilka godzin temu przespałam się z Jack'iem, Jeff próbował mi się oświadczyć, a tu nagle przychodzi jakaś niska szkarłatnowłosa dziewczynka i twierdzi, że jest moją siostrą.
Okey, rozumiem. Po tym, co przeżyłam w ostatnim czasie jestem w stanie wyobrazić sobie praktycznie wszystko. Jeff miał wielu wrogów i zawsze zdarzy się coś i zjawi się ktoś, kto będzie chciał się go pozbyć, więc ten chłopak (dość przystojny) mnie nie zdziwił.
Ale ta dziewczynka? Że what?

Gdy czytałam ten list, miałam wrażenie, że to jakieś jaja.
List zaadresowany do mojej matki. Z użyciem wszystkich jej imion oraz panieńskiego nazwiska.
Osoba w liście wyrażała smutek po stracie mojej matki, jako jak widać swej Kochanki. Data, kiedy Matka zdradziła Ojca, zgadzała się z tym, kiedy miałam rok.
Co to miało w ogóle być?!
Nie wierzę.
-Możemy porozmawiać?- Z myśli wyrwał mnie delikatny głos tej młodej.
-Eem.. My? Eem.. Ale, że teraz tak? Eem..- Popatrzyłam się na Mojego Ukochanego, który jak widać był przeciwny, by ta dwójka mogła wejść do mojego domu, a co gorsza wyciągać od nas jakiekolwiek informacje.Jednak to nie chodziło o niego. To chodziło o mnie. Zawsze chciałam mieć siostrę, co najlepsze młodszą.- Dobrze wejdź.
-Co?!- Krzyknął Jeff, który już po chwili zwijał się z bólu.
-A.. Czy Jai też może?- Zapytała niepewnie. Nagle za nią zjawił się ON. Jego czekoladowe oczy wpatrywały się we mnie co wywołało w moim brzuchu dziwne uczucie.
-T..Tak.- Odparłam spuszczając głowę. Zarumieniłam się? Że co?
Zauważyłam jednak nienawiść, jaka ogarnęła Jeffa.
Mimo to, postanowiłam zrobić coś na własną rękę.
Wpuściłam Rudą dziewczynkę i jej chłopaka, sama kierując Jeffa do salonu.
Tam usadziłam go na kanapie i poszłam po apteczkę.
Chłopak-duch praktycznie dobrze się już czuł, jakby był to tylko chwilowy, przejściowy ból. No tak, w końcu był duchem.
Dziwne, że w ogóle oberwał.
-Więc, kim jesteś?- Przerwałam niezręczną ciszę kierując pytanie do mojej ''siostry''.
-Nazywam się Nanase Mia Rose, ale wszyscy w Podziemiu mówią na mnie Nansy.-Mówiła, jednak kontynuowała nie dopuszczając mnie do słowa.- I mam 17 lat, nie jestem dzieckiem, za jakie mnie uważasz.
Zatkało mnie. Skąd wiedziała, co myślę.
-Nie wiem o czym mówisz..- Próbowałam się jakoś z tego wymigać, jednak ''Nansy'' kontynuowała gadkę.
-Nie kłam, jesteś przewidywalna.- Wyjaśniła.
Zarumieniłam się, na co chłopak tej małej się zaśmiał.
-Masz do niej jakiś problem Gnoju?!- Zaczął sapać Jeff, jak widać przykuty do sofy.
-Mam, spory.- Odparł krótko.
-No słucham.- Wpadłam im w rozmowę.
Oboje popatrzyli na mnie, jak na idiotkę. Mówiłam dalej.
-No słucham, co masz do mnie?
-Od czego zacząć?- Zaśmiał się.
-Od czego zechcesz.- Przewróciłam oczami. Ta dwójka zaczynała mnie denerwować, i niby miałam spędzić z nimi resztę życia? NIGDY.
-Więc, zacznę od tego, że współczuję Ci  ojca, jakiego miałaś, chociaż należało Ci się. Drugie, to współczuję Ci życia z takim idiotą, jakim jest Twój chłopak. Trzecie, to zachowujesz się jak szmata, więc Tobie też współczuje. No, i mógłbym tak wymieniać dalej, ale nie o mnie tu chodzi.- Dokończył.
Zaszokował mnie.
Skąd on on tym do cholery jasnej wiedział?!
Milczałam.
-Tak jak myślałem, nie mamy czego tutaj szukać Księżniczko, chodźmy.- Dodał po chwili.
-Księżniczko? HAHAHAHAHA żałosne, chociaż pasuje. Księżniczka i Książę wielkiego Obciachu. Ty, gnoju nawet się bić nie umiesz. W sumie nigdy nie umiałeś. A ona? Dziecko i tyle.- Wyskoczył po chwili Jeff.
Co mu odwaliło?
-Jeff, przestań.- Odparłam ocierając oczy.
-Ty przestań się w końcu mazać, ciągle tylko albo ryczysz, albo się tniesz. Przestań w końcu, mam tego już dość!- Wykrzyczał.
Popatrzyłam na niego zaskoczona. Nigdy nie znałam go od tej strony. Było mi wstyd. Bałam się, właściwie sama nie wiem czego.
Uciekłam z tamtego pokoju, nie chciałam dłużej tam być.
Wbiegłam do łazienki zamykając za sobą drzwi.
Usiadłam na ziemi w kąciku i zaczęłam płakać.
Wiedziałam, że coś robię w naszym związku źle, że w ogóle robię coś źle.
Wtedy przez drzwi wszedł on.
-Czemu płaczesz?- Zapytał. Niby niewinnie, jednak z troską w głosie.
-Nie płaczę przecież.- Przewróciłam oczami ocierając je rękawem.
-Nie kłam.- Wtedy on kucnął przy mnie.- Nie przedstawiłem się, jestem Jai.Nie wiem czy wiesz, ale od września mieliśmy chodzić razem do klasy. Niestety, nie doszło do tego.- Wtedy on przewrócił oczami.
-Na prawdę?- Zapytałam. Zaszokował mnie. To było, serio dziwne.
-Prawdę mówię. No już, wstawaj i się nie maż. Bo do takiej dziewczyny płacz nie pasuje.- Wtedy się uśmiechnął. Oszałamiający widok.
Wstałam spuszczając głowę.Wyszłam z łazienki a Jai wyszedł za mną.
Nagle usłyszałam krzyk.
Zbiegłam na dół i zauważyłam, jak rozwścieczona Nansy siedzi na Jeffie i tłucze go pięściami.
Pisknęłam, następnie zasłoniłam zdziwiona twarz rękami.
Jai roześmiał się i podszedł do Szkarłatnowłosej.
Dokładnie obserwowałam Jeffa. Trzymał swoje ręce na jej biodrach i wręcz dawał się bić.
Demon chwycił dziewczynę pod pachami i podniósł bez najmniejszego wysiłku, jakby była lekka jak piórko.Przewróciłam oczami, następnie usiadłam się na fotelu, z dala od Jeffa. Jak na dziś, pokazał jaki jest, mam go dość.
Nansy usiadła Jai'owi na kolanach, na co ten się uśmiechnął.
-Więc, co tutaj robisz? Bo na pewno nie jesteś z Ziemi.Mówiąc prościej.- Zaczęłam rozmowę.
-Przybyłam zacząć normalne życie w nienormalnym świecie z moją siostrą i matką.- Wyjaśniła opierając się na Jai'u.
Drażniło mnie to. Ja nigdy nie siedziałam tak z chłopakiem. I to bez jego niezadowolenia. Bo przecież Jai to lubił prawda?
A może nie?
Nieważne, o czym ja myślę. Eh.
-Więc chcesz tutaj zamieszkać?- Pytanie retoryczne?
-Jeśli tego chcesz.
-Wiesz, dawno nikogo tu nie było, dom jest zaniedbany, bo mnie praktycznie w nim nie ma, a matka przychodzi tylko na noc, jeśli chcesz tu zamieszkać, to spoko, nic do tego nie mam, tylko licz sie z tym, że nie za często kogoś tu spotkasz.
-Czaję- Puściła mi oczko. Jeff poprawił się na kanapie, jakby chciał dać znak, że też tu jest.

W pewnej chwili na dół w samych spodniach (bokserkach też) zszedł Jack. Popatrzył na nas i przywitał się poprawiając włosy. Podszedł do lodówki i wyciągnął z niej posiłek dla siebie- nerki. Zjadł je niemalże od razu.
Wszyscy bacznie obserwowaliśmy jego ruchy.
Podszedł do nas, ukłonił się przed Nansy i przedstawił, następnie zmierzył Jai'a. Usiadł obok Jeffa i szepnął mu coś na ucho, potem wraz z Jeffem opuścili salon. Szczerze? To nawet i  lepiej.
Nansy była Jack'iem zafascynowana. Dokładnie przyglądała się każdemu ruchowi chłopaka i odprowadziła go nawet wzrokiem.
- To może ja pokażę Ci pokój.- Wpadłam z tekstem w pewnej chwili. Nie miałam z nią zbytnio tematów do rozmowy, bynajmniej obawiałam się nich przy Jai'u.
W głowie jednak miałam do niej miliard pytań, jak nie więcej.
-Hai!- Krzyknęła dziewczyna i podniosła się z kolan chłopaka. Ten przeciągnął się i również wstał. Wrócił na dwór po walizkę dziewczyny i podążył za nami, do wolnego pokoju, który mieścił się naprzeciwko mojego.

Drzwi od mojego pokoju (spalonego rzecz jasna) był uchylone, wiec Nansy doskonale widziała w jakich warunkach korzystam z pokoju.
-Może zamienimy się pokojami?- Wyrwała się nagle.
-C..Co? Ale po co?- Zdziwiłam się.
-Tak o, przecież to Twój dom, zasługujesz na lepsze warunki.- Uśmiechnęła się.
-Lubię mój pokój takim, jaki jest.- Wyjaśniłam pokazując dziewczynie jej nowy room.
Była zafascynowana, co chwilę pytała do czego służą poszczególne przyrządy. Bardzo chętnie jej wszystko wytłumaczyłam, pokazałam do czego służy i pomogłam się ogarnąć.
Chłopak Nansy przyglądał nam się z przyjaznym uśmiechem. Jak widać w końcu widział Nansy szczęśliwą, ale tak na prawdę.
W tym właśnie momencie, usłyszałam głos Jack'a.
-Nansy, chodź na chwilkę, coś Ci pokażę. Ale przyjdź sama, to niespodzianka.
Wtedy Nansy wybiegła z pokoju, a ja z Jai'em zostaliśmy w nim zamknięci.

*Przejdźmy do perspektywy Jeff'a *
Muszę przyznać, ten pomysł, na który wpadłem razem z Jack'iem, był świetny.
Ta nowa laska była niczego sobie, powiem, że wręcz świetna i urocza, jednak wkurwiała mnie.
Denerwowało mnie w niej praktycznie wszystko. Od twarzy zaczynając, na wnętrznościach kończąc.
Musiałem dać nauczkę Temu Gnojkowi, za to, że zjawił się u Eme w domu! Jakby nigdy nic..

Nanase z lekka się przeraziła, gdy Eme wraz z Tym Gnojem zostali zamknięci w pokoju a ona wciągnięta do pokoju Emeli, gdzie wydarzyło się tak wiele.
Tyle przelanej krwi, tyle przyjemności, tyle sprzeczek. Tyle wspomnień.
Jeff, przestań marzyć.
-Jeff, musimy zabrać sie do roboty, zaraz mi ucieknie!- Krzyczał Jack, który właśnie powalił dziewczynę na kolana. Przytrzymał jej ręce tak, by mu nie uciekła.
Wyciągnąłem nóż, by choć trochę się zabawić.
Najpierw rozciąłem tą czarną bluzę, którą na sobie miała.
Ona się zarumieniła. Co to miało być?
Następnie poszła jej sukienka.  Ona zapiszczała.
Dziewica..
To było czuć z daleka..
Właśnie klęczała przede mną w samej bieliźnie. Trzeba coś z tym zrobić.
-Nie bój się Maleńka, Wujek Jeff da Ci porządną lekcje.- Wydukałem, patrząc bez żadnych emocji na jej twarz. Rozpiąłem spodnie, spuszczając je do kostek razem z bokserkami.
Nanase niemal od razu musiała zabrać się do roboty.
Płakała, co sprawiało mi przyjemność.
-Pomogę Ci, bo widzę, że Ci się do buźki nie mieści.- Odparłem rozcinając jej policzki.
Cierpiała, co sprawiło mi przyjemność. Jack milczał.
-No co stary? Czas się rozerwać. Bo zabawa w miłość mi się znudziła.- Zaśmiałem się.
-Przesadzasz  Jeff, co ona Ci zrobiła?- Zaczął jej bronić.
-Oj daj spokój. Martwa nie będzie pamiętać.
Wtedy Jack zamilkł. Było mu jej szkoda? No a mi? Wcale.
Gdy Nanase miała już rozcięte policzki, znów zabrała się do roboty, z moją jednak pomocą. Sama nie chciała być posłuszna.
Dziwi mnie, czemu się nie broniła.
Może nie było przy niej jej duszka? Ojoj, biedna.

Gdy już znudziło mi się, to co robiła, założyłem bokserki i zapiąłem spodnie. Wtedy wraz z Jack'iem położyliśmy ją na łóżku, gdzie niemal od razu była przywiązana.
Tam zacząłem ją bić.
Tak, bić.
Kilka sierpowych a jej idealna twarz nie była już taka idealna.
Następnie kopałem ją po brzuchu, rozcinając jej skórę w kilku miejscach.
Gdy już zaczęła mi sie podobać, chciałem to zakończyć.
-Jeff, dość już. Dajmy jej spokój.- Przerwał mi Jack.
-Ja się stąd wynoszę.-Dodał.
-Tchórz! -Krzyknąłem, jednak Jack opuścił już pokój.
Chciałem jeszcze się zabawić, w końcu nie można przepuścić takiej okazji.
Rozciąłem jej majtki, następnie zdjąłem swoje spodnie.
Potem stała się już wiadoma rzecz.
~*~
Po całym zdarzeniu, zauważyłem, że bransoletka, jaką dziewczyna miała na ręce zaczęła świecić, a ona płakała.
Wystraszyłem się, gdy nagle w drzwiach stanął Hades.
-Tatusiu.. Ja nie chcę tu zostać..- Płakała i dławiła się łzami.
Wyciągnąłem nóż w obronie własnej, jednak Hades sie odezwał z nienawiścią w głosie.
-Schowaj ten nóż głupcze, mogę się Ciebie pozbyć jednym kiwnięciem. A teraz wynoś się, zanim zrobię to, co powiedziałem,
Przestraszyłem się. Uciekłem przez okno, by nic mi sie nie stało.

*Wróćmy do perspektywy Nansy*
To było okropne!
Wszystko mnie bolało, a co najlepsze- on mnie ohańbił w najgorszy możliwy sposób.
Wtedy wszedł Tatuś.
-Tatusiu.. Ja nie chcę tu zostać..- Płakałam, dławiłam się łzami. Miałam dość. Chciałam wrócić do Podziemia, do Maxa. Chciałam wrócić tam z Jai'em.
Wtedy właśnie Jeff wyciągnął nóż,jakby chciał się bronić. Tatuś jednak odezwał się poważnie, jak zawsze.
-Schowaj ten nóż głupcze, mogę się Ciebie pozbyć jednym kiwnięciem, A teraz wynoś się, zanim zrobię to, co powiedziałem.
Jeff wystraszony uciekł przez okno, a Tatuś niemal od razu rozwalił sznur, którym zostałam przywiązana.
-Gdzie Jai? Miał Cię chronić!
-N..Nie wiem..-Wydukałam.
Wtedy Tatuś rzucił mi jakąś koszulkę, którą założyłam na siebie niemal od razu.
Była o dużo dłuższa, niż mogłam się spodziewać.
-Kurwa. Córeczko, teraz niestety nie mogę dłużej zostać, jednak wrócę. Zobaczymy, co zrobimy z tym gnojem. Nie mam tu zbyt dużo siły, więc przykro mi, nie pomogę Ci teraz.
Jednak nie martw się, Jai Ci pomoże, zaraz powinien tu być.
Wtedy Tatuś zniknął.
Siedziałam sama, patrzyłam za okno i zastanawiałam się, czy może nie uciec.
W końcu on zrobił coś najgorszego.
Gdy o tym myślę, przechodzą mnie ciarki.
Dlaczego.. Dlaczego ja?
Wtedy do pokoju wszedł Jai.
Patrzył na mnie zaszokowany. Nie wiedział co ma powiedzieć.
Ja również..




[*]
Jest 12 :)
Myślę, że się spodoba.
Co myślicie o Jeffie? :3
Pozdrawiam.
~/Eme.

poniedziałek, 27 kwietnia 2015

Rozdział 11

Do opowiadania dochodzi nowa postać, Nanase  ''Nansy'' Mia Rose [:
Szukajcie jej w ''Bohaterowie :) ''

***
*Zaczniemy od perspektywy Nanase*
 Dziś był ten przeklęty dzień. Tatuś powiedział, że nie mogę już dłużej siedzieć w podziemiach i postanowił, że wyśle mnie na Ziemię, bym prowadziła normalne życie.
Ja wcale tego nie chcę, wolę bawić się z duszami zmarłych nastolatek, lub słuchać opowiadań starszych zmarłych ludzi. Moje życie dotychczas było ciekawe a teraz co? Teraz muszę wprowadzić się do jakiegoś Aylsham, do mojej matki.
No trudno, skoro tak trzeba, jakoś dam radę.

Od rana w Podziemiu panował chaos.Przebudziłam się w małym pokoiku. Twarz nadal miałam wtuloną w poduszkę, co było normą. Byłam śpioszkiem i ciężko wyciągało się mnie z łóżka.
-Nansy, walizka gotowa.- Odezwał się jeden, z kamiennych gryfów, który nagle wparował do mojego pokoju.
-Dziękuję Max, a gdzie moja sukienka? - Uśmiechnęłam się  w podzięce, na co gryf zaczął się cieszyć.
-Leży na foteliku w garderobie.- Max kręcił się, następnie wyszedł z pokoju. Wygrzebałam się niezdarnie z łóżka, następnie udałam się do łazienki.
Tam spięłam rude, wręcz czerwone włosy w warkocz, który przerzuciłam przez ramię. Na głowę założyłam coś ala czapka/kapelusz, nie wiem dokładnie jak to opisać.
W końcu wyszłam z łazienki. Podeszłam do fotela i chwyciłam sukienkę. Była jedną z nielicznych moich ubrań.  Z lekka podarta u dołu dodawała uroku.
Szybkim ruchem założyłam ją na siebie, następnie zapięłam zameczek.
Do tego założyłam podkolanówki koloru czystej bieli.
Na nogi przyodziałam czarne trampki.
Raz jeszcze przyjrzałam się mojemu odbiciu w lustrze i stwierdziłam, że wyglądam jak zawsze- bosko.
Wyszłam z pokoju taszcząc za sobą praktycznie pustą walizkę. Tatuś- Hades podszedł do mnie, pożegnał się i stwierdził, że będzie tęsknić.
Na drogę dał mi medalion, bym w razie czego mogła przywołać Jai'a, mojego przyjaciela, który miałby mi pomóc.
Właściwie Jai był duchem 18 letniego chłopaka, które kiedyś zginął w wypadku. Z tego co dowiedziałam się od Max'a, jak i od Tatusia, wypadek był ustawiony i ogólnie jego mordercy chcieli by zginął. Nie wiem dlaczego, jednak wiem, że kiedyś się tego dowiem.
Wysoki brunet o ciemnej cerze i czekoladowych oczach stał przy drzwiach i uśmiechał się do mnie ukradkiem. Bardzo go lubiłam, chyba nawet coś więcej niż lubiłam.
Tylko...
CHWILECZKĘ.
Przecież Jai to duch a raczej powiedzmy skromny demon.
O ja głupia.
Uderzyłam się otwartą dłonią w czoło, następnie przekręciłam z niezadowolenia moimi myślami głową. Jai jak widać przyjął (znów) ludzką formę, na co pozwalał mu Mój Tatuś.
Niestety, forma ta była ograniczona czasowo i Jai miał tylko 12 godzin by być jako człowiek.
Następnie zmieniał się w ducha i tylko za pomocą medalionu można było go widzieć.

~*~
Znajdowaliśmy się właśnie przy wjeździe do miasta, gdzie mieszkała moja matka.
Z opowiadań mojego Tatusia, będę miała przyrodnią siostrę, z lekka starszą ode mnie.
Miałam też brata, nie wiem jednak co się z nim stało.
Miałabym też ojczyma.. Wiem tylko, że za swoje złe zachowanie trafił do Tatusia. Co się stało? Nikt nie chce mi powiedzieć.
-Księżniczko, jesteśmy już w Aylsham.- Szturchnął mnie Jai wyrywając z moich myśli. Rzeczywiście, znajdowaliśmy się już w tym mieście, gdzie miałam rozpocząć normalną naukę.
-Mówiłam, byś tak do mnie nie mówił- Zaśmiałam się.
Nagle usłyszałam burzę.
Przestraszyłam się.
W końcu zaczęło padać.
Było mi zimno, bałam się a co najlepsze- Jai się ze mnie śmiał.
-No co się śmiejesz?!- Krzyknęłam przyspieszając kroku.
Znów huk, błysk. Czy może w drugą stronę, nie wiem, po prostu nie wiem. Co to ma być?! W Podziemiach nie ma czegoś takiego.
-Jai, przestań się śmiać!- Znów krzyknęłam.
Chłopak w końcu objął mnie ramieniem i przytulił do siebie na chwilę przystając.
-Księżniczko, ile razy mam Ci powtarzać, że jesteś ze mną bezpieczna?-Popatrzyłam na niego.
Jego tęczówki wlepione w moje, czerwone oczy lśniły w  deszczu.
W pewnej chwili chłopak zdjął swoją bluzę, pod którą miał tylko ciemny, dość cienki t-shirt. Podał mi swoją bluzę, bym założyła i przestała się trząść.
Zrobiłam jak kazał. Ku mojemu zdziwieniu, jego bluza okazała się dłuższa niż moja sukienka.
Uśmiechnęłam się, wiedząc że chłopak mi się przygląda.
Znów objął mnie ramieniem i ruszyliśmy w dalszą drogę.
Prawdziwy z niego dżentelmen, gdyż  wziął moją walizkę, bym ja szła jak sierotka bez niczego.
-Ile czasu Ci jeszcze pozostało?- Zapytałam niepewnie. Wiedziałam, że nie lubi gdy o to pytam.
-Spokojnie Mała, mamy dla siebie jeszcze całe...- Wtedy obaj przystanęliśmy. Jai wpatrywał się w chłopaka w ciemnych spodniach i białej bluzie z której wystawał nóż. Wzdrygnęłam się, gdy po dokładnym zmierzeniu chłopaka zauważyłam narzędzie.
Trzymał on na swoich rękach dziewczynę, dość ładną, niską, wysportowaną ( na pierwszy rzut oka).
Biło od niej jakieś dziwne światło, którego nie widać normalnie.
Ona była na pół martwa!
Popatrzyłam na mojego towarzysza. Zaciskał pięści i patrzył z nienawiścią na tę dwójkę.
-J..Jai?- Zapytałam patrząc na niego.
Chłopak chwilę jeszcze milczał. Wiedziałam, że to wszystko źle się skończy. Wiedziałam, że on już ma plan.
-Chodźmy. Jaki to był adres?- Zapytał z nienawiścią w głosie.
-To ta ulica i jak widać, ten dom.- Wskazałam palcem na dość niski domek, jak widać strasznie stary. To właśnie przy tym domku zakochana para się całowała.
Jai przystanął zaszokowany. Czyżby wiedział, co się szykuje?
-Hej! Coś nie tak?- Zapytałam machając mu ręką przed twarzą.
Był dość wysoki, wyższy ode mnie. Byłam przy nim jak kurdupel/krasnal/dziecko. Idealne trio.
-Chyba raczej nikt przypadkowy nie liże się pod czyimś domem co?- Zapytał po chwili patrząc na mnie z udawanym uśmiechem. Cały czas traktował mnie jak bezbronną osóbkę. Jestem dla niego kulą u nogi? Tak? Nie? Nie wiem.
-No, raczej nie, a co?- Dopytywałam. Może serio jestem taka bezbronna i taka.. głupia?
-To, że albo mieszkasz z psychopatą albo ze słodką idiotką, która się liże z tym szmaciarzem.- Wyjaśnił nie zważając na słowa, jakich używa.
-Hej, hej! Czemu tak mówisz?- Popatrzyłam na niego marszcząc brwi. Dłonie ułożyłam na biodrach i chyba wyglądałam jak zawsze głupio, gdy robiłam tą minę, bo Mój Przyjaciel przestał się nerwować i patrzył na mnie z wielkim uśmiechem. Wiedziałam, że zaraz wybuchnie śmiechem. Nie zmieniłam mojej pozy a raczej dodatkowo tupnęłam nogą.
W pewnej chwili Jai wybuchnął głośnym śmiechem, na co pobliscy przechodnie zaczęli spoglądać na nas jak na idiotów.
Wtedy właśnie zakochana para musiała się od siebie oderwać, gdyż chłopak w białej bluzie podbiegł do nas mierząc się wzrokiem z Jai'em.
-Co Ty tu robisz?! Przecież byłeś martwy!- Denerwował się. Więc to on przyczynił się do śmierci Jai'a.
-To Ty?!- Zerwał się Jai.
Zmienił się w postać cienia, jak zazwyczaj robił to by mnie straszyć.
Ten drugi chłopak zaczął panikować, nie wiedział gdzie znajduje się Jai. Nie wiedział co ma robić. Wyciągnął nóż i czekał na jego ruch.
Martwiłam się.
Jai poza podziemiami był niemal jak nastolatek. Miał siłę ogromną, jednak ten świat go ograniczał. Było tu słońce, zdradzające jego pozycję.
-Jak można zabić cień? Wystarczy zapalić światło!- Krzyknął nożownik wbijając w pewnej chwili swój nóż w odpowiednie miejsce na chodniku.
Jai wrócił do ludzkiej postaci, jednak tak jak się spodziewałam-oberwał.
Rzuciłam swoją walizkę (szczerze nawet nie wiem gdzie) i podbiegłam do niego.
Chłopak o kruczoczarnych włosach wymierzał kolejny cios, tym razem (chyba) ostateczny.
Nie mogłam na to pozwolić!
Dopiero co tu się zjawiłam, i już miałam być samotna?! O nie!
Klęknęłam przed chłopakiem zasłaniając się ręką bym w razie czego to ja oberwała, nie Jai.
Chłopak zahamował swój ruch.
-Dziecko, odejdź stąd. -Zadrwił.
-Zostaw go!- Krzyknęłam.
-Mówię coś do Ciebie, odsuń się!- Chłopak zrobił to samo.
-Jeśli chcesz zrobić coś Jai'emu, najpierw musisz pozbyć się mnie.- Wydusiłam z siebie z paniką w głosie. Scena niczym z filmu, jednak to realia, nie film.
Dziewczyna o ciemnych włosach stała sparaliżowana tą sytuacją jakby nie wiedziała co ma robić.
-Emeli, zabierz tego dzieciaka, muszę dokończyć stare sprawy.- Odparł chłopak przewracając oczami.
-Jeff, ja się w to mieszać nie będę.- Dodała robiąc krok do tyłu.
-Więc zrobię to sam. Jak zawsze. Dzięki! Nie można na Ciebie liczyć- Warknął.
Patrzyłam na niego obserwując każdy, nawet najmniejszy ruch. W oczach miałam ten błysk, który oznaczał, że należy się wycofać.
Jai wrócił do postaci cienia. Wiedział, że moja cisza nie wróży nic dobrego.
Chłopak zirytowany moim spojrzeniem wymierzył we mnie cios swym nożem.
W obronie własnej wystawiłam rękę. Chciałam odeprzeć jego atak. Zamknęłam oczy, by maxymalnie się skupić. Z rękawka mojej sukienki zaczął wydobywać się czarny dym (?) który następnie zaczął owijać się wokół mojej ręki by następnie uformować się jako cienista tarcza, która miała za zadanie zablokować ruch chłopaka.
Następnie z mojej drugiej ręki tym samym sposobem uformował się mały sztylet, który zgrabnym ruchem mojej ręki przebił bok chłopaka.
Ten zaszokowany, iż zdarzyło się coś takiego, odpuścił walkę, kierując się ku swojej jak widać dziewczyny.
Ta natomiast od razu zaczęła mu współczuć.
-Jejku, moje biedactwo, nic Ci nie jest? Dobrze się czujesz? Chodź do domu, opatrzę Ci ranę..- Sepleniła.
Ja natomiast czekałam aż Jai wróci do ludzkiej postaci.
-Hej Ty! Zaczekaj!- Krzyknęłam za dziewczyną.-Ty tutaj mieszkasz?
Dziewczyna spojrzała się na mnie jak na idiotkę.
-Tak, a co Ci do tego?- Warknęła.
Wstałam, podałam jej list od Mojego Tatusia, skierowany do jej matki.
Dziewczyna w trakcie czytania robiła głupie miny, jakby widziała ducha. (hehe, dobre hehe)
-Chwila.. To ja mam jeszcze siostrę?!- Krzyknęła..



[*]
No i jest, wasza 11 ^^
Wszystkie wiad i przeprosiny macie w notce wcześniej :)
Natomiast raz jeszcze przepraszam za opóźnienie. Jutro zabieram się za pisanie rozdziału 12, więc myślę, że nowy wątek jakoś was zaciekawi. ^^



Wstyd

Strasznie wszystkich moich czytelników przepraszam, że tyle to wszystko trwa.
Ostatnio dużo się w moim życiu działo i jest mi po prostu ciężko.
Nie znalazłam czasu, by napisać rozdział...
ALE
(Jest jakieś Ale, wowo)
Jestem w trakcie pisania rozdziału 11(?) więc nie martwcie się.
Do jutra ( czyli jeszcze dziś) rozdział się pojawi a wraz z nim, nowa osóbka, o którą wypytywali mnie już na asku (:

Jeśli są osoby, które ciekawi moja nieobecność, zapraszam do pisania prywatnych wiadomości, gdyż iż ponieważ..
Nie chcę pisać tego publicznie (:
Zaspojlerować? Nie, lepiej nie. ^^
Ah, no i mam do was wszystkich romans..
Zastanawiałam się nad zmianą tytułu tego... czegoś (:
Jeśli macie jakieś ciekawe pomysły, podzielcie się z nimi o tam
↓↓↓↓↓↓↓↓↓↓↓↓↓↓↓↓↓↓↓↓↓↓↓↓↓↓↓↓↓↓↓↓↓↓↓↓↓↓↓↓↓↓↓↓↓↓↓↓
Najlepszy pomysł oczywiście wybiorę (:
Oraz!
Napiszę na ten temat notkę, by wszyscy wiedzieli, kto ma najlepsze pomysły pod słońcem :*
Pozdrawiam gorąco i jeszcze raz, strasznie przepraszam.

P.S.
''Bohaterowie'' tutaj, na wattpadzie jak i na blogu został aktualizowany, zapraszam (: