poniedziałek, 16 lutego 2015

Rozdział 9

Znów strasznie przepraszam za opóźnienia :c
p.s. Do opowiadania dochodzi nowa osóbka. Cherry Pau (: 


***
Następnego dnia obudziłam się w jego objęciach.
-Ta noc była idealna.- Odparłam patrząc mu w oczy i się uśmiechając.
-Też tak uważam.- Chłopak odwzajemnił uśmiech i złożył na moim czole delikatny pocałunek.

Leżeliśmy tak przez dobrą godzinę i rozmawialiśmy. W końcu położyłam się na nim i znów zaczęliśmy się delikatnie całować.
Wiedziałam, że ta noc była tylko przerywnikiem od wszystkich problemów. Przecież to nie zniknie tak od zaraz. Wszystko wróci i znów będzie źle.
Jednak, dlaczego mam teraz o tym myśleć? Właśnie jakby straciłam dziewictwo z osobą, z którą chciałam. 

-Księżniczko, może coś zjemy?- Z moich rozmyśleń wyrwał mnie głos Jeff'a.
-Tak, oczywiście. Na co masz ochotę?- Zapytałam po chwili. Szybko wstałam, założyłam bieliznę i jego bluzę. Zaciągnęłam się jego zapachem. Był cudowny. Popatrzyłam na niego z szerokim uśmiechem. Leżał całkiem nagi na łóżku i patrzył na mnie dziko.
-Mam ochotę na Ciebie.- Odparł i przyciągnął mnie do siebie, przewrócił na łóżko, pochylił nade mną i patrzył na mnie. Po chwili przypomniał sobie jak mnie kopał. Przypomniał ile krzywdy mi wyrządził. Szybko wstał, założył bokserki i spodnie. Na nogi wsunął buty i był gotowy znów mnie opuścić.- Przepraszam, nic z tego.
-Czekaj, co?- Patrzyłam na niego zszokowana. Właśnie spędziliśmy razem noc a on nagle mi mówi, że nic z tego? Co to ma być?!
-Możesz dać mi moją bluzę? Muszę iść. - Poprosił. Zdjęłam ją z siebie i mu rzuciłam. Wkurzyłam się jego zachowaniem.
-Czyli co? Tylko się mną zabawiłeś tak?!- Krzyknęłam. 
-Eme, proszę uspokój się. To nie tak. Nie rozumiesz.-Tłumaczył, jednak po chwili jego wyraz twarzy z zawiedzionej zmienił się na znudzoną.- Tak, zabawiłem się a teraz muszę iść.
Z początku myślałam, że robi sobie ze mnie żarty, jednak nie. On mówił na serio. Wyszedł z mojego pokoju i pokierował się w stronę drzwi zakładając bluzę. Nie dałam za wygraną, szybko chwyciłam z szafki luźną koszulkę i założyłam. Powędrowałam za nim.
-Dlaczego to zrobiłeś? Czy Ty uważasz mnie za zabawkę?! Jesteś zwykłym  dupkiem! Nienawidzę Cię!- Krzyczałam. W Pewnej chwili od odwrócił się, złapał mnie za nadgarstki i przycisnął do ściany. Bolało mnie jego zachowanie. Przecież wypełnia moje serce i jest tak cholernie ważny. Jednak potrafi zadać taki ból, iż odechciewa mi się go znać.
Przełożył moje ręce do jednej pięści i zacisnął. Patrzył na mnie wzrokiem, jakby zaraz miał mnie zabić. Był zimny wobec mnie.
-Jesteś zabawką. Zwykłą zabawką. Zrozum to.- Odparł chyba najoschlej jak tylko potrafił.
-D..Dlaczego..- Patrzyłam na niego zawiedziona. Łzy same napływały mi do oczu, następnie spływały po policzkach.
-Przychodzę gdy mam taki kaprys.- Odparł, wzruszył ramionami i mnie puścił.- Nie szukaj mnie.- Dodał po czym zniknął.
Siedziałam pod ścianą, płakałam, próbowałam zrozumieć w co on ze mną gra. Na czym polega jego gra? Co on robi? Dlaczego? Dlaczego to tak cholernie boli?
Gryzłam się z myślami do końca tego pieprzonego dnia. W końcu postanowiłam wrócić do pokoju. Usiadłam w koncie i wzrokiem szukałam noża. Skoro nawet On mnie wykorzystuje, ja nie mam po co tu jeszcze być.
Wreszcie go znalazłam. Leżał na szafce obok drzwi. Leniwie wstałam ocierając zapłakane oczy. Patrzyłam na nóż z nadzieją, iż nagle ożyje, zwróci się ostrzem w moją stronę i wbije się z jak największą prędkością w moją klatkę piersiową. Jednak nie. Przez cała drogę do szafki nic takiego nie miało miejsca.
Chwyciłam go pewnym ruchem w dłoń i wróciłam na swoje miejsce zastanawiając się co sobie zrobić.
W końcu stwierdziłam, że czas na pożegnanie.
Znalazłam przy nocnej szafce kawałek papieru i ołówek. Wzięłam więc je, pochyliłam się nad ziemią i zaczęłam gryzmolić.
Nie mam pojęcia, kto to czyta, jednak mam nadzieję, że leżę już martwa. Zgon? Samobójstwo. Powód? Brak chęci do dalszego życia. Myślę, że wielu z was się z tego powodu cieszy. Droga Sally- już nikt nie będzie Ci dokuczał, nie będziesz miała powodów do złości. Przepraszam za to, co Ci zrobiłam. Mamo- chciałaś mieć idealną córkę, przepraszam,że taka nie jestem. Jack'u- Wybacz, że nie wybierzemy się nigdzie razem. Chciałam zabrać Ciebie i Jeff'a w pewne magiczne miejsce, jednak nici. Przepraszam. Jeff'ie- Tobie powiem tylko tyle. Byłeś dla mnie cholernie ważny, niestety jestem dla Ciebie tylko zabawką. Nie wiem dlaczego tak się stało, nie wiem czemu tak się stało ale mi z tym źle. Mam nadzieję, że nigdy więcej się już nie spotkamy. Nie chcę znów na Ciebie patrzeć i wiedzieć, że uwiedziesz mnie po to, by znów wykorzystać, gdy tylko będziesz miał ochotę. Bardzo mnie to boli, dlaczego znów mnie to spotkało? Strasznie mi na Tobie zależy, szkoda, że nie odwzajemniasz tego uczucia. Niestety, marzenia się nie spełniają. To koniec. Żegnajcie.    Pozdrawiam, Eme.

 Życie płata ludziom różne figle. Zazwyczaj są to sprośne żarty, drobne uszczerbki na zdrowiu. Jednak osoby słabe, zmęczone życiem spotyka znacznie większa kara. Mogę nazwać to karą? W pewnym stopniu jest to kara za moje postępowanie. Na pewno zrobiłam coś, za co płaciłam karami od ojca. Potem, po jego śmierci karą była miłość do mordercy. Mogłam się domyślić, że on się nie zmieni. Nie zrobi wyjątku dla kogoś tak żałosnego. Jestem kolejną zabawką. Kolejną osobą dopisaną do listy. To się kiedyś skończy? Oby tu i teraz. 
Chwyciłam mój wcześniej napisany list. Zacisnęłam najmocniej jak potrafiłam w dłoni i wymierzyłam cios nożem w rękę z nadzieją, że trafię w naprężoną żyłę. Chybiłam. Dlaczego chybiłam? Próbuję raz jeszcze. Znów chybię. Zrobię to delikatnie. 
Patrzyłam na głębokie rany po nożu, gotowa zrobić kolejne.
-Hallo, Emeli, jesteś tam?- Nagle usłyszałam znajomy głos i pukanie do drzwi. Był to Eyeless. Nie miałam ochoty teraz z nim rozmawiać. Dlaczego teraz? Dlaczego nie 10 minut później. Lub 15.. To nie ma różnicy. Będę udawać, że mnie tu nie ma, może sobie pójdzie.
-Hej, Emcia, słyszałem co się stało. Strasznie mi przykro. Wiem, że tam jesteś, wpuść mnie, chcę pogadać.- Chłopak nie dawał za wygraną. Jednak nie, nie mogę się teraz wycofać.
-Nie ma mnie tu, idź sobie.- Odparłam i dźgnęłam nożem prosto w żyłę. Z początku poczułam straszliwy ból, syczałam,płakałam i dławiłam się łzami. Jednak już po chwili poczułam się lekka. Powoli osuwałam się po ścianie, tonąć w powiększającej się kałuży mojej własnej, jeszcze ciepłej krwi.
Nagle drzwi, które jeszcze chwilę temu były moim obrońcą przed światem, właśnie zostały wyburzone. Podbiegł do mnie Jack i zaczął delikatnie walić po policzkach. Wezwał karetkę, cały czas zostając obok. Trochę wyżej nad raną ucisnął pasek od spodni, by zatamować krwotok. Zauważył w mojej dłoni list. Zabrał go i przeczytał. Strasznie się zdenerwował, jednak nie okazywał tego. Cały czas coś do mnie mówił, jednak nie wiem co. Nie pamiętam. Wszystko widzę przez mgłę, a może mi się wydaje? 
Sygnał. Słychać sygnał karetki. Ona tu jedzie. Jack znika a pojawiają się ratownicy. Dlaczego tak musi być? Dlaczego nie pozwolą mi odejść?


***
Z punktu widzenia Eyeless Jack'a 

***
Po przeczytaniu tego zacnego listu pożegnalnego ogarnęła mnie nienawiść do tego pieprzonego dupka. Przecież mu na niej zależy! Dlaczego jest dla niego kolejną zabawką?!
Czekałem przy Emeli aż nie pojawią się ratownicy. Potem wyskoczyłem przez okno. Pobiegłem do tego dupka by się z nim osobiście rozprawić. 
To co zobaczyłem w środku zaszokowało mnie jeszcze bardziej.

Bez zawahania wbiegłem do jego piwnicy, wszystko było rozpakowane, stało tak jak powinno.
Jednak najbardziej zaskoczył mnie widok Jeffa i ...
I Cherry. 
Cherry Pau. To jego była dziewczyna i moja kuzynka! Przecież ona ma 17 lat! 
Rozumiem jakby siedzieli i rozmawiali.. Ale oni.. Oni leżeli nadzy, w łóżku. Ja mu kurwa dam!
Podbiegłem do niego i wytarmosiłem z łóżka.
-Ah, Kuzynie, no przestań, nie przeszkadzaj.- Usłyszałem tylko słodki głosik mojej kuzynki.
-Zamknij się, ubierz i wynoś stąd! Z Tobą rozprawię się jak skończę z tym gnojem!- Wykrzyczałem zdenerwowany. Cherry chyba przejęła się moimi słowami, gdyż natychmiast owinęła się kołdrą i wyszła z pomieszczenia.
Jeff w tym czasie zdążył założyć bokserki i spodnie.
-Na gołe klaty, śmieciu!- Krzyknął do mnie. 
Bez zawahania zdjąłem koszulkę. Podczas, gdy on chciał coś z siebie wydusić, rzuciłem się na niego okładając pięściami.
-Jesteś zerem! Jak śmiesz ją wykorzystywać! Ty Gnoju!- Krzyczałem. 
Jeff jednak mimo wszystko jest silniejszy. Złapał mnie za obręcz barkową, przerzucił za siebie i również zaczął okładać pięściami. Całkiem zapomniałem o liście, który trzymałem w ręce.
-O co Ci kurwa chodzi co?! Sama tu przylazła i mi wlazła do łóżka! A nie mogłem się jej oprzeć!- Krzyczał na mnie.
Przecież to zwykły szmaciarz!
-Ty Męska Dziwko! Mówię o Eme nie o Cherry! Pedofilu Jebany, jak śmiałeś jej to zrobić?! Wiesz, że ona teraz leży w szpitalu?!- Odparłem również uniesionym tonem. Zamurowało go. Podczas, gdy już wymierzył na mnie cios, patrzył zaszokowany. 
-C..Co? Jak to w szpitalu?- Dopytywał.
Splunąłem mu na twarz i wręczyłem list. Zaczął go szybko czytać po czym gdy dotarł do swojego imienia, wczuł się w tekst i czytał ze skupieniem.
-Jesteś zwykłym zerem. A ja powiem jej, o Cherry.- Odparłem podnosząc się z kanapy.- Nadajesz się do burdelu, męska dziwko.
Jeff usiał wryty. Zachowywał się jak słup soli. Nic do niego nie docierało.
W końcu do pomieszczenia weszła zaciekawiona Cherry.
-Wynoś się głupia suko!- Krzyknął Jeff.
-Zamknij mordę, sam tego chciałeś!- Odkrzyknęła mu.
-Cherry, zachowałaś się jak suka. A Jeff jak męska dziwka. Obaj jesteście winni więc morda w kubeł! Musimy wymyślić jak powiedzieć jej to, by nic sobie nie zrobiła.-Odparłem. Zaczęło mi na niej zależeć. Martwiłem się. A ten dupek jak zwykle ma to wszystko gdzieś.
To się dla niego źle skończy, bardzo źle.
-O kim rozmawiacie?- Dopytywała Cherry.
-Nieważne.- Odparłem.
Rozejrzałem się po pomieszczeniu, jednak nie zauważyłem Jeffa. Ciekawe co on odpierdoli.

***
Wracamy do punktu widzenia Eme

***
Obudziłam się w szpitalu. Rękę miałam perfekcyjnie zawiązaną w kupę bandaży. 
Rozglądałam się po małej sali w poszukiwaniu wskazówki na cokolwiek.
W końcu do pomieszczenia weszła ciemnoskóra pielęgniarka.
-Witaj słoneczko, jak się czujesz?- Dopytywała.
-Dość dobrze, dziękuję.- Odparłam.- Wie Pani może, kto mnie uratował?
-Skarbie, z tego co wiem to jakiś chłopak. 
Nie wiedziałam co o tym myśleć. Nie pamiętałam zbytnio kto to był. Jeff.. Jack.. A może ktoś inny?To wszystko robi się coraz bardziej zakręcone.

Leżałam na łóżku i oglądałam TV gdy nagle do sali wszedł Jack.
-Hej, nie przeszkadzam?- Zapytał zamykając za sobą drzwi.-Musimy pogadać.
-Jasne, wejdź. -Odparłam. Chłopak dosiadł się obok. Siedział na krawędzi łóżka. Był zawiedziony. Nie wiedziałam jeszcze czym, ale wiedziałam, że jest coś na rzeczy.
-No mów. Jestem ciekawa.- Zaśmiałam się.
-Wątpię, że Cię to uszczęśliwi. Chodzi o Jeffa..- Odparł Eyeless.
Moja mina od razu zmieniła swój wyraz. Zaniepokoiłam się co mogło się stać. A może on też sobie coś zrobił? Może coś się stało i po prostu udawał, że się mną bawi? Nie wiedziałam co o tym wszystkim myśleć.
-Nie wiem, czy nazwać to zdradą. W końcu nie byliście parą c'nie? - Wyrwał mnie z moich myśli.
-Czekaj, cofnij. Jak to zdradził? Z kim? Jak? Gdzie? Co kurwa?! - Dopytywałam. -I nie, nie jesteśmy parą.- Dodałam.
Jack wszystko powoli mi wyjaśnił dobierając słowa w sposób łagodny, bym się nie zdenerwowała a co najgorsze załamała. Był przy mnie, wspierał mnie gdy tego potrzebowała. Czy on coś kombinuje? A może mają jakiś plan wobec mnie? Co tu się w ogóle wyprawia..
-Emeli proszę tylko o jedno.- Dodał po chwili niezręcznej ciszy.
-Ta? O co chodzi? - Zapytałam całkowicie zdołowana.
-Nie zrób nic sobie. To dla mnie bardzo ważne. Zależy mi na Twoim zdrowiu. - Wytłumaczył. Postanowiłam mu to obiecać. W końcu był tu, wspierał mnie, kurwa troszczył i chciało mu się w ogóle mnie odwiedzić. To wiele znaczy.

-Dobrze, obiecuję.- Odparłam.






***
Pojawia się rozdział 9.
Jestem coraz bardziej z nich niezadowolona. Przepraszam, że są tak strasznie słabe. Postaram się poprawić. Obiecuję, że następny, rozdział 10 będzie ciekawszy i dłuższy. 
Jest godzina 23: 00 a ja dopiero go skończyłam. Męczę go i męczę aż w końcu wymęczyłam.
Jeszcze raz przepraszam i do następnego.
Pozdrawiam.
~/Eme.