Z góry bardzo przepraszam, że nic nie dodałam ale nie miałam czasu i weny (:
***
-I co teraz zrobisz Sally?
Dziewczyna nic nie odpowiedziała, gotowa była rzucić się na mnie i wydrapać mi oczy. Zrobiłabym to samo.
Jane szybko zareagowała. Szarpała ją i prosiła, by dała mi spokój. Ta jednak nie odpuściła.
Podeszła do mnie i wyrwała mi jedno piórko. Stwierdziła, że nie będzie dotykała moich włosów.
Popatrzyłam na nią zdezorientowana, jednak szybko zorientowałam się po co jej mój materiał genetyczny. Wcisnęła piórko do laleczki, którą właśnie wyjęła z kieszeni. Od razy wbiła w jej serce scyzoryk, czekając na reakcję.Jane jak i ja czekałyśmy, aż z mojej lewej piersi poleci krew na znak, że umieram. Jednak nie. Nic się nie działo. Może dlatego, że mam skrzydła?
-Edin.-Odparłam, a moje skrzydła jak i piórko w laleczce Sally zniknęły.
-Co do...- Odparła zadziwiona Sally.
-Dawaj solo normalnie, a nie z laleczkami. Ja też odwołałam skrzydła.- Zaproponowałam. Sally była ciekawa co potrafię, wyrzuciła laleczkę i ruszyła na mnie. Stałam bez ruchu i czekałam. W ostatniej chwili wyciągnęłam rękę a wysokość jej twarzy i zacisnęłam pięść. Ona 'nadziała' się twarzą prosto na moją pięść. Zareagowałam znów. Zadałam jej kopniaka z pół obrotu. Ona odleciała metr, może dwa do tyłu i patrzyła na mnie zaszokowana. Byłam strasznie wyciszona. Zero stresu, zero bojaźni. Po prostu czekałam na jej ruch.
Odpuściła. Wstała, parsknęła coś pod nosem i wzięła Jane pod rękę. Obie powędrowały do wspólnego domu.
Udałam się więc w dalszą drogę do Jeffa, by z nim porozmawiać.
Gdy już dochodziłam do jego siedzimy zamieszkania, zauważyłam, że tajniacy znów zbliżają się z posiłkami, by przeczesać jego teren i dowiedzieć się czegoś o reszcie.
Postanowiłam zareagować.
Założyłam szybko buty i podeszłam do drzewa poprawiając dekolt.
Otarłam się o nie bardzo kusząco i popatrzyłam na nich przeszywającym wzrokiem.
-Przepraszam panów, zgubiłam się i nie mam pojęcia gdzie jestem.-Jeden z nich podszedł do mnie i złapał za ręce. Popatrzył mi w oczy. Zobaczył, że mam zdarte kostki na ręce, którą przed chwilą przywaliłam Sally.
-Co się stało, ktoś coś Panience zrobił?- Zamartwił się.
-Nic się nie stało przystojniaku.-Odparłam i zdjęłam mu ten śmieszny kask z głowy.Następnie szepnęłam do ucha.- To tylko drzewo.
Nagle oczy wszystkich zwróciły się na mnie. Wszyscy podeszli otaczając mnie w okół. Coś gadali, jednak miałam to gdzieś. Chciałam tylko, by Jeff zyskał na czasie.
Postanowiłam, że zaprezentuję im moje skrzydełka.
-Panie Smith.-Odparłam z uśmiechem.
-Tak ślicznotko?- Zaśmiał się.
-Niech Pan i reszta Panów popatrzy.-Ciekawe co te zboki pomyślały.
-Shikoni.-Nagle z moich łopatek wyrosły dwa piękne skrzydła. Jedno czarne, na znak piekła, drugie białe, świadczące o mojej roli aniołka z nieba.
Oni się zdziwili. Zaszokowali i wymierzyli w moją stronę broń. Byli gotowi mnie zabić.
-Ups.-Zrobiłam zamach skrzydłami i w mgnieniu oka zmiotłam ich z powierzchni ziemi na jakieś dobre 20m.
-Edin.- Odparłam patrząc na czyste ręce. Postanowiłam iść do Jeffa.
Podeszłam do drzwiczek i otworzyłam je. Weszłam do środka uważając, by nie spaść. Rozejrzałam się po piwnicy zamykając wcześniej za sobą drzwi.
Jeffa nie było.
Nie było prawie niczego, tylko kilka dużych toreb.
Postanowiłam więc udać się do sali, by poszukać go tam.
Właśnie szłam przez korytarz, gdy usłyszałam rozmowy.
-Ona pobiła Sally. Nie chcę mieć z nią nic do czynienia!- Krzyczał Jeff.
-Jeffrey uspokój się. Nie było Cię tam.- Tłumaczył Slender.
-Cycata dała popalić.HAHA- Śmiał się L. Jack z Toby'm.
Zdenerwowałam się. Weszłam do sali a wzrok wszystkich zwrócił się na mnie.
-Właśnie oczyściłam teren z policji.- Odparłam, by powiedzieć cokolwiek.
-Nie zapominaj, że sama ją tu zaciągnęłaś!- Krzyczał Jeff idąc w moim kierunku.
-Jeff możemy porozmawiać?- Zapytałam. Po chwili jednak pożałowałam tego, że w ogóle tu się zjawiłam. Chłopak strzelił mi w twarz, tak mocno, iż się przewróciłam.Patrzyłam na niego błagalnie. Nic nie pomogło. Był w transie i zaczął mnie kopać.
Kopał po brzuchu, nogach, plecach, aż w końcu strzelił mi z buta w twarz.
Wszyscy zaszokowani patrzyli na całe zdarzenie, nikt mi nie pomógł.
W pewnej chwili przybiegła Jane.Rzuciła się na Jeffa. Ona jedyna mogła mnie obronić. Przecież była przy tym, jak Sally mnie wyzywała. To ona zaczęła!
Podczas, gdy Jane szarpała się z Jeffem, ja próbowałam się podnieść.
Szybko podbiegł do mnie Eyeless Jack i pomógł mi ustać na nogach. Patrzył na mnie wzrokiem, znaczącym iż mam się wynosić.
-Pomogę Ci dotrzeć do domu. Nie wracaj tutaj.- Szepnął wyprowadzając mnie z pomieszczenia.
Slenderman chwycił w swe macki Jeffa jak i Jane oraz mnie i Eyeless'a.
Syczałam, gdyż każdy możliwy ruch i dotyk sprawiał mi ból.
Popatrzył na mnie przeszywającym wzrokiem a przed jego twarzą ukazała się scena, jak policja mnie śledziła w drodze tutaj, jak Sally zaczęła. Był kolejnym świadkiem na to, że jestem niewinna.
Postawił całą naszą czwórkę na ziemi. Eyeless szybko do mnie podbiegł, bym czasem nie upadła na beton.
Jeff podszedł do mnie z nienawiścią. Chciał mnie zabić za zdradę.
Slender jednak wyjaśnił wszystko.Kazał też przyprowadzić Sally, by przyznała się do obraz wobec mojej osoby.
Jane szybko pobiegła po dziewczynę. Po kilku minutach wróciła razem z nią.
-Sally, to prawda, że obrażałaś Eme?- Zapytał Jeff.
-Nie. Nic takiego nie zrobiłam. To ona rzuciła się na mnie!- Tłumaczyła Sally. Jane jednak kazała jej się przyznać a Slendi patrzył na nią z wzrokiem, mówiącym iż o wszystkim wie.
-No dobra. To ja zaczęłam. Ale to nie zmienia faktu, że przyprowadziła tu psy!- Nadal oczerniała mnie w oczach pozostałych.
-Ja już pójdę. - Odparłam i dałam znak Eyeless'owi, by mnie odprowadził. To zdenerwowało Sally jeszcze bardziej, gdyż przed całym tym zdarzeniem, Jack z nią zerwał.
Razem z Jack'iem poszliśmy do mnie. Tam on mnie odprowadził aż do pokoju i położył na łóżku. Zaczął od opatrzenia moich ran zadanych przez Jeffa.
Bolał mnie każdy ruch, każdy dotyk. Syczałam.
Jack tylko patrzył na mnie ze współczuciem i delikatnie czyścił miejsca ran.
Nagle do pokoju wparował Jeff.
Kazał Jack'owi wyjść. Chciał ze mną porozmawiać.
Eyeless pożegnał się i wyszedł. Potem słyszałam przez okno jak biegnie. Znaczyło to, iż szedł do reszty towarzystwa.
Jeff patrzył na mnie wzrokiem mordercy. Chciał mnie zabić, jednocześnie zależało mu na mnie.
-O co chodzi?- Zapytałam po chwili niezręcznej ciszy.
-Przepraszam, nie chciałem. Nie wiem co mnie napadło. Uwierzyłem Sally.-Tłumaczył się.Chwycił wacik i kontynuował oczyszczanie ran.
Pomógł mi się podnieść i odpiął moją sukienkę następnie powoli zdejmując.Właśnie leżę przed nim w samej bieliźnie. Co teraz? Jest niezręcznie.
On przybliżył się do mnie. W jego oczach widziałam smutek. Był zawiedziony tym, co mi zrobił.
Patrzył na moje ciało i był załamany.Nie wiedział, czy może mnie dotknąć, czy może na mnie popatrzeć, odezwać się. Bał się, że wygonię go i o nim zapomnę.
Delikatnie przejechał swoją szorstką ręką po moim udzie wędrując w górę. Tam jeździł po moim biodrze bacznie wpatrując się w moje oczy.
-Jeśli mam sobie iść, to powiedz. Zniknę na zawsze i się nie pojawię nigdy.- Odparł z załamką w głosie.
-Nie chcę byś znikał. Potrzebuję Cię.- Odparłam delikatnie się podnosząc.On szybko położył rękę na moich plecach przytrzymując moje osłabione ciało.
Patrzyliśmy sobie prosto w oczy nie wiedząc co dalej. Przysunęłam się do niego nieśmiało on odwzajemnił gest. Podniósł mnie całkiem i usadził na swoich kolanach. Tam cmoknął mnie w czoło.
Uśmiechnęłam się nieśmiało i złożyłam na jego ustach pocałunek. Szybko go odwzajemnił kładąc na moich plecach swoje ręce. Siedziałam na jego kolanach i całowaliśmy się gdy nagle do pokoju weszła moja mama.
-Mamo, wyjdź, przeszkadzasz.- Odparłam. Zarumieniłam się,gdyż byłam w niezręcznej sytuacji.Jeff położył mnie na łóżku i wstał. Podszedł do mojej mamy.
-Witam, nazywam się Jeffrey Woods, jednak wszyscy mówią do mnie Jeff The Killer. To ja uwiodłem Pani córkę i to ja zamordowałem Pani męża. Rozumiem, że mnie Pani nienawidzi, ach ze wzajemnością. Niestety, teraz nam Pani przeszkadza. Pani córka prosi o chwilę prywatności, więc proszę o danie jej prywatności.- Po czym uśmiechnął się i zamknął przed nią drzwi. Zaśmiałam się, gdyż jego reakcja była zabawna. Jeff prze kluczył drzwi i wrócił do mnie. Rzucił się na łóżko.
-Aaa.- Krzyknęłam jednak po chwili zaczęłam się rechotać. On pochylił się nade mną.
-Mrrr, kocico.- Po czym wpił się w moje usta i złożył swoje ręce na moim ciele. Masował i szczypał moje biodra, uda i boczki.Objęłam go nogami zaciskając. Ręce zawiesiłam na jego szyi również zaciskając.
On w mgnieniu oka podniósł mnie i usadził znów na swoich kolanach. Ręce złożył na moich pośladkach zaciskając energicznie nie przestając całować.
Złapałam dół jego bluzy i zgrabnie pociągnęłam w górę. On mi w tym pomógł, gdyż już po chwili był bez bluzy i bez koszulki pod spodem. Przewróciłam do w tył przyglądając się dobrze zbudowanej klacie. Pociągała mnie tak bardzo, że to jest szok. Szybko pochyliłam się składając na jego klacie delikatne buziaki. Jeff złapał mnie za pośladki delikatnie zaciskając.
Po chwili jednak pozycja znów się zmieniła, położył mnie na łóżku i znalazł się nade mną. Całował mnie po szyi zjeżdżając w dół.Zdjął mi najpierw jedno ramiączko, następnie drugie. Gładził po ramieniu zostawiając musknięcia ust.
W mgnieniu oka rozejrzał się po pokoju i złapał z ziemi pościel. Przykrył się nią jak i również przykrył mnie.
Leżeliśmy tak bardzo długo, jednak w okamgnieniu straciłam z siebie górną część bielizny. Następnie spodnie jak i bokserki Jeffa, potem moje majtki.
Ta noc była najlepszą. Nikt nie przeszkadzał i w końcu zrobiłam to z kimś, przed kim nie płakałam, by mnie zostawił. Chciałam zrobić to z kimś, na kim strasznie mi zależy. No i chyba mi się udało..
Następnego dnia rano obudziłam się w jego objęciach.
***
No i jest x,x
Jeszcze raz przepraszam za nieobecność (:
Pozdrawiam.
~/Eme.
